Business Marketer - marketing B2B od teorii do praktyki
Podcast BusinessMarketer to regularna dawka praktycznej wiedzy o nowoczesnym marketingu B2B. Autor – Łukasz Kosuniak, to wieloletni praktyk, wykładowca, konsultant, trener, autor kilkudziesięciu branżowych publikacji oraz książek „ABC Marketingu B2B, "To jest Social Selling" Więcej publikacji: https://businessmarketer.plPodcast jest skierowany do szefów firm oraz managerów marketingu i sprzedaży B2B.Tematyka podcastu: marketing B2B, Generowanie leadów, Marketing Automation, Content Marketing, Channel Marketing, Social Selling
Business Marketer - marketing B2B od teorii do praktyki
Marka B2B Cz. 4. Jak wykorzystać markę osobistą do budowania marki firmy
Use Left/Right to seek, Home/End to jump to start or end. Hold shift to jump forward or backward.
W 193 odcinku podcastu Business Marketer rozmawiamy o tym jaki jest związek między marką osobistą a marką firmową w kontekście B2B.
Mówimy o korzyściach płynących z angażowania ambasadorów marki, ale zwracam też uwagę na ryzyka i negatywne skutki niewłaściwego podejścia do tego zagadnienia.
Rozkładamy na czynniki pierwsze takie mechanizmy jak efekt aureoli, rola ambasadorów, kontrola komunikacji, ryzyka związane z aktywnością ambasadorów, oraz sposoby radzenia sobie z wyzwaniami związanymi z tą formą budowania marki.
Pierwsza część tego odcinka kończy się omówieniem znaczenia eksperckości i przydatności komunikacji w sieciach społecznościowych oraz praktycznymi wskazówkami dotyczącymi planowania działań ambasadorskich, w tym mapowania komitetu zakupowego.
W drugiej części podcastu odwiedza nas jak zwykle Paweł Jaczewski i przedstawia rekomendację książki „Iluzja wyboru” Richarda Shottona, która wprowadza słuchaczy w świat ekonomii behawioralnej, a także podpowiada jakie inne książki z tej dziedziny warto przeczytać.
Chcesz wiedzieć więcej o nowoczesnym marketingu B2B? Odwiedź naszą stronę: https://businessmarketer.pl
Zobacz nadchodzące szkolenia i webinary
Masz pomysł na odcinek podcastu? Chcesz zostać partnerem podcastu? Napisz do mnie: lukasz.kosuniak@businessmarketer.pl
Cześć tu Łukasz Kosuniak, podcast Business Marketer, nie tylko dla marketerów B2B. W każdym odcinku poznasz skuteczne sposoby pozyskiwania klientów biznesowych z wykorzystaniem nowoczesnych metod i narzędzi marketingowych. Serdecznie zapraszam.
Moi drodzy, postanowiłem dograć czwartą część do tej trylogii o marce. Miała być trylogia teraz nie wiem jak to nazwać, czworobok, ponieważ dotarło do mnie, że nie umówiłem dosyć ważnego elementu budowania marki szczególnie w B2B, szczególnie w firmach tych małych i średnich, a mianowicie związku między marką osobistą i marką firmową.
Dlatego dziś nadrabiam te zaległości i porozmawiamy sobie właśnie o tym, po pierwsze właśnie, jaki jest związek marki osobistej z marką firmową i jak ten zasób wykorzystać. Będziemy też mówili o tym O rolach ambasadorów o tym, jakie korzyści wynikają z angażowania ambasadorów do komunikacji naszej marki naszej firmy, jakie są ryzyka z tym związane, bo one też są i warto je rozumieć i je skutecznie mitygować, jak podzielić się zadaniami, to znaczy kogo rzeczywiście warto angażować do tych naszych działań, jakie są role tych naszych ambasadorów, bo moim zdaniem nie powinniśmy się ograniczać tylko do tych najbardziej typowych, czyli handlowców powiedzmy i szefów firm.
Następnie porozmawiamy sobie o spójności, bo to jest duże wyzwanie przy budowaniu marki osobistej we współpracy z markami osobistymi, bo to są osobowości, to są różne style komunikacji, to są różne poziomy wiedzy, warto się do tego trochę przygotować i wreszcie to, co zazwyczaj umieszczamy na końcu naszego podcastu to jest taki przewodnik krok po kroku czyli od czego zacząć A o drugiej części, jak zawsze, może nie jak zawsze, jak już od wielu odcinków będziemy gościli Pawła Jaczewskiego z jego rekomendacją książkową.
Więc zapraszam do wysłuchania. Zacznijmy w takim razie, moi drodzy od tego pierwszego elementu, czyli tego, jak marka osobista wpływa na postrzeganie marki firmowej. Nie tylko w B2B, ale jeżeli słuchaliście już poprzednich odcinków, to wiecie, że ja tutaj skupiam się na rynku B2B. Ja posłużę się takim zjawiskiem jak efekt aureoli.
Działa to mniej więcej w ten sposób, że wyobraźcie sobie, że znacie dwie osoby z jakiejś firmy Tylko dwie osoby. One robią na Was dobre wrażenie, macie dobre doświadczenia, ale nie znacie tej firmy. Firma zatrudnia powiedzmy że 100 osób, ale jeżeli te Wasze doświadczenia z kontaktem z tymi osobami są pozytywne, to automatycznie naturalnie przenosimy te doświadczenia te skojarzenia właśnie na całą organizację.
To się nazywa efekt aureoli. Oczywiście on może działać też w drugą stronę. Może być świetna boguducha winna firma która akurat zatrudnia dwie osoby, które być może miały, nie wiem, gorszy dzień i my mieliśmy z nimi kontakt i w ten sposób przenosimy to skojarzenie. Oczywiście duże firmy znane firmy które budują swoją markę na wielu elementach są mniej narażone na ten efekt aureoli, ale też mają mniejszy potencjał wyciągania korzyści z tego efektu aureoli.
To zjawisko jest neutralne, ono ma swoje plusy i minusy. No i oczywiście my dziś skupimy się na tym, żeby jak najwięcej z tych plusów wyciągnąć dla nas, bo rzeczywiście, szczególnie wtedy, kiedy budujecie swoją markę, warto jest wykorzystać to, że ona może być komunikowana też przez konkretne osoby. Nie jest to trywialne i jest kilka rzeczy, na które warto zwrócić uwagę, ale właśnie po to jest ten podcast, żeby wam tutaj troszeczkę podpowiedzieć na co zwrócić uwagę i jak do tego podejść.
Ale zacznijmy po amerykańsku, zacznijmy od pozytywów, od korzyści które pojawią się wtedy, kiedy rzeczywiście umiejętnie wykorzystamy naszych ambasadorów czyli zaczniemy budować naszą markę też w oparciu o marki osobiste. Pamiętajcie, tu nie chodzi o to, żeby zrezygnować ze wszystkich innych elementów, które omawiałem w tych trzech poprzednich odcinkach, ale żeby je...
Uzupełnić i wzmocnić, bo rzeczywiście my jako zwierzęta stadne jesteśmy tak zaprojektowani, że rzeczywiście dobrze reagujemy na komunikat konkretnej osoby. Jest na to cała masa badań, jest taka chyba najbardziej znana firma która się tym zajmuje, firma Edelman, która od wielu lat tworzy taki coroczny raport Edelman Brand Barometer no i tam generalnie jest taki trend, że zaufanie do marek, do instytucji spada, natomiast rośnie zaufanie do marek osobistych.
Gdzieś to przecięcie takie bardzo wyraźnie nastąpiło w COVID-zie. I ono się utrzymuje. I to nie jest ani dobra ani zła wiadomość Tak po prostu jest, bo to znaczy, że my musimy po prostu dużo większą uwagę zwrócić na potencjał marki osobistej bo człowiek zawsze bardziej przykuwa uwagę niż marka Oczywiście są marki które świetnie pracowały przez wiele lat i nie potrzebują marek osobistych.
Jeżeli spojrzycie sobie na takie marki ikoniczne typu Coca-Cola i Nike i tak dalej, to tam się pojawiają oczywiście różne postaci znane, ale one uzupełniają tylko ten wizerunek. Natomiast w przypadku marek B2B, marek eksperckich warto jest zwrócić uwagę na to, czy w naszej firmie nie ma osób, które mogłyby...
tym swoją aktywnością, swoją wiedzą pomóc nam budować tę markę. Bo jeżeli dla nas ważnym atrybutem jest ten atrybut Eksperckości, no to w jaki inny sposób niż przez właśnie ludzi możemy go udowodnić, możemy go dowieść. Zresztą wiele badań o tym mówi, ludzie w badaniach pytani, tutaj wskrócę trochę, po czym poznajesz że firma jest ekspercka, odpowiadają w zasadzie zgodnie po ekspertach.
Więc my musimy, jeżeli chcemy tą eksperckość wnieść jako pewien element naszej komunikacji, pokazywać ludzi. I teraz tu jedna taka uwaga, która od jakiegoś czasu mi chodzi po głowie wiele osób boi się tego słowa eksperckość. Wiele osób, z którymi pracowałem w projektach właśnie ambasadorskich i tak dalej, mówią o tym, że no ale ja nie jestem ekspertem, są mądrzejsi ode mnie i tak dalej.
No pewnie, że zawsze jest ktoś mądrzejszy ode mnie. Tylko pytanie czy ten mądrzejszy się tak komunikuje chętnie dzieli się wiedzą. No i czy jeżeli ty nie jesteś aż takim wybitnym ekspertem to tobie się nie wolno wypowiadać w tej sprawie. Ja uważam że tak nie jest. Ja uważam że to słowo eksperckość nie powinno nas blokować, bo ekspert to nie jest koniecznie noblista.
To jest ktoś, kto ma specjalistyczną wiedzę w jakimś obszarze i chce się tą wiedzą dzielić, co jest ważne. Bo nie każdy, kto ma tę wiedzę, chce się tą wiedzą dzielić. Więc ja skupiam uwagę tych ludzi na słowie przydatność. Jeżeli masz wiedzę czy nawet informacje przydatne dla twoich partnerów klientów, pracowników i tak dalej, to warto się tym dzielić.
I wtedy to odium ekspertkości, że ja nie jestem ekspertem nie jestem godzin i tak dalej, trochę spada. Mam coś ważnego, przydatnego do powiedzenia i się tym dzielę. I to działa szczególnie dobrze w tej komunikacji w sieciach społecznościowych, bo tu brakuje przydatnej komunikacji. A jest cała masa przykładów ludzi, którzy stworzyli swoje marki właśnie dzieląc się wiedzą przydatną, podpowiadając jak coś zrobić, jak czegoś uniknąć i tak dalej.
Zresztą nie będę daleko szukał mój regularny gość Paweł Jaczewski to jest właśnie człowiek który opowiadając o książkach zawsze szuka tam jakiegoś przydatnego elementu, czegoś co może się po prostu w praktyce przydać. Nie wyczerpuję całości opowieści o książce bo też nie taka jest jego rola, bo nikt by tych książek nie kupował, ale szuka tych hintów takich przydatnych I bardzo Wam to polecam, bo to rzeczywiście zdejmuje...
Dosyć dużo stresu z pleców ludzi, którzy do tej pory myśleli, że oni muszą mówić coś przełamującego jakieś nieprawdopodobnie odkrywcze rzeczy. Nie. My mamy skupić się na tym, czy mamy wiedzę przydatną, czy to się komuś przyda, czy ktoś może coś z tym zrobić. I to też nie jest takie proste bo trzeba dużo więcej empatii wtedy, ale moim zdaniem dużo bardziej osiągalne.
Więc to taka moja uwaga a propos tej eksperckości, też tego budowania poczucia eksperckości. Oczywiście ta wiedza musi być rzetelna, potwierdzona, ale żeby w ogóle ktoś na nas zwrócił uwagę, ona musi być przydatna. To musi być coś istotnego dla nas. Jeżeli my w sposób przemądrzały, ale świetnie opakowany będziemy opowiadać o naszej firmie, ale w obszarach które nie są istotne dla klientów, nic nie uzyskamy.
I to nie jest teoretyzowanie. Ja bardzo często szczególnie firmom większym, na to zwracam uwagę, Mówiąc że te wasze treści świetnie wyglądają, tylko tyle, że nikogo nie interesują. I ja wiem, że w dużej firmie ten proces zmiany trochę dłużej trwa niż w małej ale zwróćcie na to uwagę, czy na pewno wasze treści są przydatne.
Zaleta kolejna człowieka jako marki osobistej jest taka, że o wiele łatwiej jest wzbudzić emocje. Znowu te pozytywne i te negatywne. My jesteśmy tak zaprojektowani że dużo bardziej reagujemy emocjonalnie na jakąś historię człowieka udaną nieudaną. I widzicie też to często na LinkedIn, kiedy wiele osób tego nadużywa.
Opowiada jakieś tam łzawe historyjki, czy jakieś skandale że ktoś tam i zajechał drogę, i źle zaparkował i tak dalej. I budzi te reakcje rzeczywiście. Ja tutaj zawsze zwracam uwagę na to, Żeby zadać sobie pytanie, po co my jesteśmy na LinkedInie? I teraz nie oceniam tego. Jeżeli ktoś na LinkedIn po prostu szuka takiego ogólnego networku, droga wolna.
Natomiast ja zazwyczaj kieruję swój przekaz do ludzi, którzy są, mówiąc brzydko na LinkedInie dla pieniędzy. To znaczy chcemy, żeby to było dla nas narzędzie biznesowe. I wtedy tego typu działania nieszczególnie się przydają, bo one oczywiście budzą emocje, ale rozpraszają, odciągają uwagę od tego, co my chcemy zakomunikować.
A pamiętacie, jak wam mówiłem na wstępie, że dużym wyzwaniem pracy marki firmowej z markami osobistymi jest właśnie ta spójność, żebyśmy się nie rozpraszali. Więc na to też trzeba zwrócić uwagę. Marki osobiste mają pewną łatwość budowania takiej spójnej narracji, emocjonalnej narracji ale z tą spójnością może być pewien.
Pewien problem. Marki osobiste też co do zasady, już o tym wspominałem, mają większy potencjał budowania zaufania. Mówi o potencjale bo nie zawsze on jest realizowany. Chodzi o to, że my znowu mamy taką tendencję do wierzenia komuś konkretnemu. Jeżeli jakaś osoba konkretna to mówi, to łatwiej nam przychodzi uwierzyć w to.
Oczywiście wiemy o tym, że wiele osób to wykorzystuje i w tej chwili żyjemy w takich czasach, kiedy w zasadzie każdą informację trzeba sprawdzać i weryfikować. I z tą weryfikacją też nie jest tak łatwo, bo te narzędzia do weryfikacji też często są już zepsute. Ale mówię o tym zjawisku w tym kontekście, żeby zwrócić uwagę na potencjał.
Po prostu, żeby jeżeli potrzebujemy wypracować większe zaufanie dla naszej marki To marki osobiste będą tutaj dobrym narzędziem Mówię tak brzydko narzędziem Po prostu będziemy mogli z nimi lepiej współpracować. Ja zauważyłem też, że marki osobiste są zazwyczaj trochę bardziej odporne na jakieś błędy, to znaczy mniej dostają cięgów w momencie, kiedy wydarzy się coś, może nie chodzi o jakiś wielki skandal ale o jakieś niedoskonałości.
Ja bardzo często obserwowałem firmy, które strasznie cyzelują swoje komunikaty bardzo dużo poświęcają energii na ich wygładzenie i potem nikt na to nie zwraca uwagi A potem pojawia się w tej samej sprawie komunikat właśnie jakiegoś ambasadora, jakiegoś współpracownika, pracownika, który jest słaby edycyjnie.
Jakieś kiepskie zdjęcie, jakaś literówka i ludzie na to reagują. Po prostu my wybaczamy więcej błędów markom osobistym. Znowu nie mówię tego po to, żeby was zachęcać do robienia błędów broń Boże. Chociaż ja muszę się do tego przyznać, że często mi się zdarzają takie literówki, bo nie jestem w stanie sam sobie ich poprawiać.
Natomiast chodzi o to, żebyśmy też się nie usztywnili za bardzo. Żebyśmy wykorzystali to, że ludzie więcej wybaczają markom osobistym pod jednym warunkiem. Że są istotne. I to jest oczekiwanie i do marki firmowej, i do marki osobistej. Jeżeli mówisz o rzeczach ważnych dla ludzi, wybaczą ci to, że nie jesteś doskonały.
I firma często, jako marka nie może sobie pozwolić na pewne rzeczy, bo są jakieś tam guidelines i tak dalej. Sam pracowałem w firmach z wielkimi różnymi brand bookami i wiedziałem, jak to jest skomplikowane. Ale w marce osobistej mamy trochę więcej przestrzeni i warto to wykorzystać. To są plusy. Ta elastyczność, ta łatwość budowania zaufania, budowania emocji.
Nie wspomniałem jeszcze o jednym, o tym, że rzeczywiście w sieciach społecznościowych komunikaty marek osobistych zazwyczaj lepiej się przebijają. To też jest związane z algorytmem, ale to jest też związane z tymi zjawiskami, o których Wam powiedziałem. My po prostu lepiej bardziej żywiołowo bardziej emocjonalnie, bardziej intensywnie reagujemy na to, co powie konkretna osoba, niż na to, co mówi jakaś konkretna firma.
Ale są też ryzyka związane z pracami z markami osobistymi. Mam nadzieję, że nie wystraszę Was, bo też nie jest taki mój cel, żeby Was odciągnąć od tego pomysłu. Natomiast myślę, że warto być świadomym tego, na co zwrócić uwagę. Że firmy małe mogą się łatwo uzależnić od marek osobistych. Widziałem takie przypadki kiedy jeden z pracowników...
Był tak sprawny że rzeczywiście większość komunikatu a szczególnie większość tego skutecznego komunikatu wychodziła z konta tej osoby i to powodowało, że ta firma była, to nie było żadnej złej woli, broń Boże, ale była postrzegana jako marka pomocnicza do marki osobistej a w rzeczywistości było zupełnie odwrotnie.
Jest też to zjawisko, o którym często mówią founderzy chociażby Michał Sadowski, że mimo, że firma już się rozrasta pracuje kilkadziesiąt osób, to ciągle klienci chcą rozmawiać z Michałem, bo korzystają z jego marki z jego komunikacji. To już chyba się zmieniło w Brand24, ale kilka lat temu rzeczywiście Michał mówił o tym, że te problemy rzeczywiście występowały.
No to jest to rodzaj uzależnienia. Akurat tutaj to była marka foundera, ale... Jeżeli firma rośnie, to founder też nie może obsługiwać wszystkich kanałów komunikacji. Więc musimy na to zwrócić uwagę i teraz co z tym można zrobić? Opowiadał o tym Michał też dosyć konkretnie, więc mogę Wam też toczyć jego przykład, on stopniowo wprowadzał nowych ambasadorów Po prostu coraz więcej komunikacji było ze strony tych ekspertów, którzy specjalizowali się w poszczególnych działkach i oni rzeczywiście zaczęli być widoczni na konferencjach i w mediach i ciągle marka osobista Michała Sadowskiego jest, ale mam wrażenie że jest już mniej przyklejona do marki Brand24 i to też jest pewne rozwiązanie.
To znaczy warto jest rzeczywiście przynajmniej zaplanować pracę z kilkoma ambasadorami. Za chwilę zresztą rozwinę jeszcze to jak w szczegółach. Drugie ryzyko które często się pojawia w praktyce to jest kontrola komunikacji, to znaczy chodzi o to, że ktoś, kto zarządza marką albo zarządzanie marketingiem firmy chciałby mieć kontrolę nad tym, co te marki osobiste publikują i tutaj jest kilka wyzwań, chociażby takich prawnych no bo jeżeli sobie spojrzymy na własność Profilu na LinkedIn, to on jednak jest własnością pracownika, więc nie możemy tym zarządzać bez jego wiedzy.
Potrzebna jest jakaś umowa, rodzaj współpracy. Moim zdaniem i patrzę na to już z perspektywy kilku lat, to co się dzieje na LinkedIn jest tylko końcówką przewodu pokarmowego. To znaczy my musimy zacząć od wspólnego planowania tych treści tych inicjatyw i ustalić sobie wspólne cele. To znaczy chodzi o to, żeby i ten nasz ambasador, ta nasza marka osobista i my jako marka żebyśmy rozumieli co my możemy wspólnie zyskać.
Tu też często pojawia się problem taki, że tak naprawdę ambasador dostaje dosyć dużo zadań na głowę, ale nie szczególnie wie, co on z tego ma, czy ona z tego ma. I czasami są to jakieś nagrody, pochwały. Moim zdaniem musi to być mocno wplecione w zakres obowiązków tej osoby i to też rozwinę w dalszych punktach.
Pracownicy zmieniają barwy, odchodzą. I to też jest duży stres a co się stanie, jeżeli ten nasz ambasador pójdzie do innej firmy. Ja muszę powiedzieć, że on jest często wyolbrzymiany bo oczywiście to jest normalne, że ludzie zmieniają pracę, ale nie ma żadnego skandalu w tym, że ktoś kto pracował w jednej firmie i był ambasadorem, przechodzi do drugiej.
To jest oczywiście stres taki wewnętrzny duży, bo co to będzie, co ludzie powiedzą i tak dalej. Ale jak rozmawiam sobie z zewnątrz z odbiorcami tego komunikatu, to tu nie ma jakiegoś zgrzytu. Chyba że było tak, że ktoś na przykład strasznie najeżdżał na konkurenta a teraz do niego przeszedł. Natomiast jest to wtedy obciążające ale raczej dla tej marki osobistej.
Więc moim zdaniem nie powinien to być... Jakiś deal breaker, coś, co nas odwodzi od pracy z ambasadorem, natomiast warto jest się przed tym zabezpieczyć, chociażby właśnie w taki sposób, że mamy na przykład dwóch dwoje ambasadorów w jakimś obszarze i jeżeli ta jedna osoba jej aktywność się kończy, to ta druga może to przejąć.
Oczywiście często jest tak że nie możemy zacząć od razu od kilku ambasadorów, ale warto mieć w planie taką przestrzeń rozwojową. Jesteśmy tylko ludźmi, więc takim ryzykiem, który często się pojawia po stronie aktywności marki osobistej to jest po prostu brak czasu, jakieś wypalenie, obniżenie tej aktywności związane chociażby z tym, że w pracy jest ciężej i wtedy rzeczywiście jest pytanie o priorytety.
I oczywiście, jeżeli pominiemy sobie ten element takiego wypalenia który pojawia się często, szczególnie w takiej pracy kreatywnej gdzie tworzymy te treści musimy włożyć jakieś emocje w to wszystko, a jest to po prostu brak czasu związany z innymi zagadnieniami, no to jest pytanie o zakres obowiązków. I tu znowu wrócę do tego przyklejania tego ambasadorstwa Na zasadzie wolnego czasu.
W wolnym czasie jeszcze może byś filmik zrobił. To nie. Ten wolny czas jest wolnym czasem, a być ambasadorem jest częścią obowiązków. Pracy po prostu Chyba, że ktoś pracuje dla siebie, no to wtedy ma to pomieszane. Tak jak ja. Ale jeżeli mamy do czynienia z ludźmi, których zatrudniamy z którymi współpracujemy, to ta praca ambasadora powinna być ujęta po prostu w zakresie obowiązków.
Co zmniejszyć powinno takie ryzyko że ktoś powie no teraz nie mogę, bo muszę robić coś innego. Oczywiście wiem, że nie zawsze zakres obowiązków będzie tutaj wystarczający, ale od tego trzeba zacząć bo bardzo często obserwuję, że nawet ten element nie jest zabezpieczony, w związku z czym po pierwszym określeniu tu zjazdu, bo potem się okazuje że mamy ważniejsze rzeczy i te nasze działania ambasadorskie po prostu Leżą, są bardzo takie mało intensywne, w związku z tym też nie powodują, nie generują żadnych dodatkowych efektów.
Wracając do tego elementu uzależnienia, pojawia się też taki element czasami że marki osobiste czyli ambasadorzy mają coraz większe oczekiwania, nie tylko finansowe, ale chociażby związane ze wsparciem pewnym, bo czasem tak się zdarza, że na początku programu to wsparcie jest bardzo duże, potem u nas coraz mniejsze.
I to też musimy rozważyć, to znaczy jakiego wsparcia potrzebuje taka osoba, bo jeżeli stworzyliśmy kilka materiałów na bardzo wysokiej jakości, takiej wiecie technicznej. Włożyliśmy w to sporo pieniędzy, a potem to wsparcie zabieramy, to po stronie takiego ambasadora jest po prostu stres, że teraz będzie...
Ten materiał wyglądał gorzej, więc trzeba to zabezpieczyć na początku, zarządzić też tym w taki sposób, żeby te oczekiwania były jasne po obu stronach, ale też nie zostawić tej osoby samej bo to się też często zdarza. A teraz wyszkoliliśmy cię, daliśmy ci sesję zdjęciową, a teraz radzisz sobie sam. Wrócę jeszcze do tego, bo to jest dosyć często pojawiający się problem, jeszcze w innym kontekście.
Czasem jest tak, że pewne odpryski życia prywatnego marki osobistej mogą być ryzykowne dla firmy. Dziś nawet słyszałem... Skandal w cudzysłowie, że Krzysztof Stanowski, założyciel kanału Zero, poszedł do klubu nocnego. No i jest to jakaś tam, jest to oczywiście rozdmuchiwane pewnie w dużym stopniu, bo media to lubią, ale jest to realny problem, tak?
Znaczy, jeżeli marka twarz jakiegoś przedsięwzięcia robi coś głupiego, albo coś co część osób określa jako niekorzystne, nie wiem, bierze rozwód, okazuje się może nieuczciwa koniecznie w kwestiach związku To jak to wpływa na firmę? Pamiętacie skandal z lata 2025, kiedy jakaś para menedżerów została Przyłapana na koncercie, no okazało się, że ich rodziny nie wiedziały, że są parą.
To są realne problemy rzeczywiście, ale tego też nie unikniemy. To znaczy, oczywiście możemy obserwować te osoby pod kątem ich uczciwości jako takiej, ale ta marka zawsze jest narażona na tego typu odbiór. Dlatego znowu moim zdaniem rozwiązaniem jest nieuzależnianie się od jednej marki osobistej Jest też pewnym wyzwaniem styl komunikacji, bo bardzo często jest tak że firma ma swój styl komunikacji, marka osobista, ktoś, konkretna osoba ma swój inny mniej może wysublimowany i tak dalej.
I tu znowu warto jest też te rzeczy ustalać wcześniej. Jest pewne takie spektrum w którym musimy się poruszać. Nie możemy zostawić tego naszego eksperta ambasadora z takim przekonaniem że on musi kopiować słowo w słowo to, co powie firma. Natomiast z drugiej strony też pewne powiedzmy, lapsusy językowe czy jakaś forma braku kultury słowa też nie powinna obciążać marki.
Więc ta współpraca i kontrola jest tutaj potrzebna. To jest po prostu jedno z ryzyk, które mamy. Często ono jest nadmiernie znowu rozdmuchiwane. Moim zdaniem przynajmniej tak jak sobie obserwuję, dosyć rzadko się zdarza żeby to rzeczywiście był problem, że jakiś ambasador wyraził się w sposób mało elegancki i to obciąża firmę Chociaż oczywiście są takie sytuacje że...
Czyjeś poglądy, czyjeś zachowania są podnoszone i ta marka jest zaznaczana, hej marka dlaczego wy pozwalacie takiemu człowiekowi na to, że jest waszym pracownikiem? To się oczywiście zdarza, ale co ciekawe większość tych sytuacji, o których widziałem, dotyczyło nie wcale ambasadorów tej marki, tylko po prostu pracowników których ktoś zidentyfikował z firmą i ich podklei.
Więc jak widzicie ten problem może dotyczyć nie tylko ambasadorów. Nie robiłbym z tego jakiegoś dużej blokady, chociaż oczywiście warto mieć to w głowie i chociażby wyprzedzająco z naszymi ambasadorami o tym rozmawiać. Tak się zorientowałem patrząc tak wizualnie na te dwie listy że ta lista, ryzyk jest dłuższy od listy korzyści.
Nie był taki mój cel, moi drodzy. Oczywiście na pewne rzeczy trzeba zwrócić uwagę. I po prostu racjonalnie do tego podejść. Natomiast zdecydowanie mimo tych ryzyk uważam, że korzyści przeważają i warto do tego podejść w taki sposób konstruktywny. Właśnie, konstruktywny. Co to znaczy tak naprawdę ambasador i komu warto proponować tę pracę bycia marką osobistą.
Zacznę od tego, chyba o czym jeszcze nie mówiłem że nie warto ograniczać się tylko i wyłącznie do handlowców. Bo to jest taka mantra często w programach czy social sellingowych, czy generalnie ambasadorskich, że my skupiamy się głównie na handlowcach. Oczywiście, rola handlowca to jest właśnie komunikacja z klientem, zachęcanie klienta do zakupu i tak dalej.
Zdecydowanie warto jest mieć handlowców w grupie ambasadorów. Ale moim zdaniem kluczowym ambasadorem powinienem być ktoś z zarządu. W zależności od formy prawnej, struktury, founder, właściciel, prezes i tak dalej. Tutaj powinniśmy włożyć w to dużo wysiłku, jeżeli jesteście marketerami którym zależy na budowaniu marki, a jeżeli zarządzacie firmą to zdecydowanie was zachęcam, bo marka foundera, marka osoby, która zarządza, marka osobista może być bardzo silnym zasobem.
Ja sobie zdaję sprawę że nie każdy chce angażować swoją markę osobistą w takie... I to jest świadomy wybór i trzeba to uszanować. Natomiast moją rolą jest powiedzieć Wam, że to jest bardzo duży zasób. Szczególnie kiedy chcecie zbudować markę ekspercką, która przyciąga nie tylko klientów ale też i pracowników media, partnerów, inwestorów, to zdecydowanie to zaangażowanie komunikacyjne, oczywiście spójne z tą zaprojektowaną marką o tym projektowaniu mówiłem w poprzednich odcinkach, jest tutaj bardzo ważne.
Ja też zauważyłem że wiele programów ambasadorskich Zaczynają się od dołu, to znaczy ktoś tam próbuje tak trochę pomijając zarząd albo może nie szczególnie angażując zarząd budować taki program marek osobistych one często upadają. Dlatego właśnie, że ten komunikat z góry jest nieczytelny albo go nie ma po prostu.
Więc jest kilka powodów dla których szefowie, właściciele powinni rozważyć angażowanie swojej marki osobistej do rozwijania też marki firmowej. Po pierwsze to jest świetny przykład dla pozostałych ambasadorów. Po drugie ten zakres oddziaływania marki jest szerszy niż pozostałych pracowników bo właściciel szef zarządzający będzie mógł oddziaływać na potencjalnych pracowników jako pracodawca, na partnerów biznesowych, jako kooperant, na klientów oczywiście, ale też i na media Być może na jakieś stowarzyszenia biznesowe, stowarzyszenia które działają w tym obszarze.
Ta widoczność otwiera wiele dróg i oczywiście są takie marki osobiste bardzo widoczne, typu Rafał Brzoska, który to świetnie wykorzystuje, a też spójrzcie sobie chociażby na markę osobistą
Firmy Code2, gdzie szef tej firmy, Szymon, doskonale wykorzystuje swoją widoczność już nie tylko do budowania widoczności marki, ale też do podnoszenia pewnych istotnych społecznie zagadnień. I to też otwiera dużo więcej dróg. Współpracy pojawianie się w różnych kontekstach itd. To jest pewna odporność marki.
Oczywiście, jeżeli utrzymamy tę spójność, ale mam wrażenie że oni dosyć sprawnie to robią. Oczywiście z tym swoim specyficznym koszalowym humorem, który akurat mnie jakoś strasznie bawi, bo jestem prostym człowiekiem. Nie każdego musi to bawić, ale mimo tego ta spójność jest tam zachowana. My doskonale wiemy z kim mamy do czynienia.
Więc szef founder, właściciel to jest ta osoba która jako pierwsza powinna rozważyć Angażowanie się w budowanie swojej marki. Pamiętajcie, biorąc pod uwagę też to, że ta marka jeżeli marka firmy jest jeszcze niewypromowana, nie jest dobrze zdefiniowana, może nawet przeskoczyć w tej efektywności. Wtedy trzeba zaplanować takie działania, które wykorzystują widoczność marki osobistej ale jednocześnie podnoszą też widoczność marki firmowej.
Czy to działania takie komunikacyjne, pokazywanie się w tym kontekście, prezentowanie logo, mówienie o firmie bardziej niż o sobie? To już są rzeczy takie szczegółowe, ale powinniśmy na to zwrócić uwagę. Zanim przejdę do handlowców, to jest szeroka grupa ekspertów dziedzinowych. Czyli ludzi, którzy mają wiedzę w jakimś konkretnym obszarze.
Ja wielokrotnie się spotkałem z tym, że tacy ludzie, jacyś inżynierowie, logistycy i tak dalej, potrafią przyciągnąć bardzo ciekawą grupę do firmy dlatego, że dotarli do tych ludzi, którzy mają podobne stanowiska w firmach potencjalnych klientów. Dlatego ja dosyć często zachęcam do tego, żeby zrobić sobie takie mapowanie.
Mapowanie komitetu zakupowego. To znaczy, kto tak naprawdę decyduje o zakupie naszych produktów Kto wpuszcza naszą markę do firmy? I warto do tego podejść szeroko. Nie tylko tych decydentów, którzy podpisują kwity, ale też o tych, którzy się wypowiadają, o tych, którzy tych produktów czy usług używają. I wtedy warto jest pomyśleć, czy nie zacząć wprowadzać ludzi na stanowiskach klientów Odpowiadających tym naszym decydentom czy influencerom tego komitetu zakupowego.
Czyli jeżeli na przykład jednym z decydentów jest ktoś z księgowości, to być może u nas po stronie księgowości warto byłoby poszukać ambasadora, ambasadorki. Ja zdaję sobie sprawę że nie zawsze my możemy zapewnić takie pełne pokrycie, ale to jest pewien kierunek który wam proponuję, bo widziałem wielokrotnie takie sytuacje kiedy rzeczywiście ktoś z logistyki z księgowości, W Microsoftie jest na przykład pani, która pracuje w takiej wewnętrznej kawiarni, która też bardzo dobrą robotę robi dla marki tej firmy chociaż Microsoft ma ten potencjał bardzo duży.
Jak widzicie, tutaj nie ma jakichś konkretnych wyjątków. Ale jeżeli jest tam osoba która chce się komunikować, widzi w tym sens i ma coś ciekawego do powiedzenia, a my jeszcze jej pomagamy w tym, żeby coś ciekawego do powiedzenia miała, to warto to wykorzystać właśnie wykorzystując ten taki framework mapowania członków komitetu zakupowego, bo dzięki temu my będziemy skuteczniejsi po prostu.
Nie będziemy szli bardzo szeroko, ale będziemy sobie po kolei krok po kroku dokładać kolejnych ambasadorów. Więc widzicie, że ja tu już zaczynam mówić w liczbie mnogiej. Bo rzeczywiście poleganie na jednej marce W mikrofirmie nie mamy innego wyjścia. W małych i średnich powinniśmy mieć przynajmniej plan dokładania kolejnych ambasadorów.
Łatwiej nam będzie. Nawet od strony pewnego bezpieczeństwa komunikacji. Wymiany doświadczeń, porównywania, oderwania trochę tego osobistego stylu od tego, co jest naszym wsadem do tej komunikacji. Dzięki temu po prostu jesteśmy skuteczniejsi. Handlowcy. Na końcu ale niekoniecznie najmniej ważni. Dlatego, że dużo się mówi o działaniach ambasadorskich handlowców.
Ja tutaj zauważam jeden problem. Mianowicie taki, że od handlowców oczekuje się bardzo szybko wyników tych działań ambasadorskich. Bo od handlowców generalnie oczekuje się wyników tego działania. Budowanie marki osobistej czy marki firmowej to nie są działania krótkoterminowe. I to jest pewien zgrzyt.
Dziękuję Budowanie marki w przypadku handlowca będzie oznaczało większą rozpoznawalność tej osoby i oczywiście też firmy, ale nie możemy tego w stu procentach zmierzyć. To znaczy powiedzieć, że to właśnie ta twoja eksperckość przyniosła nam te cztery lidy. Czasami to jest oczywiste, że ktoś mówi, widziałem pana na LinkedIn, pogadajmy, ale czasami wcale tak nie jest.
Po prostu ktoś podchodzi do naszego stoiska na targach i mówi... I mam dwa pytania. Niekoniecznie mówi, skąd się dowiedział o nas, ale podszedł do stoiska. Nie zawsze możemy to zmierzyć, musimy mieć tego świadomość. To jest ten tak zwany dark funnel, czyli te działania klientów o których my nie wiemy, a na które mamy wpływ właśnie przez to, że jesteśmy widoczni w obszarze, w którym oni szukają informacji.
Więc to jest pewne wyzwanie, żeby handlowca utrzymać w pewnej motywacji, a jednocześnie nie przeciążyć tymi działaniami ambasadorskimi. I ja mam do tego podejście bardzo takie, powiedziałbym, pragmatyczne. Znaczy nie każdy handlowiec musi być ambasadorem. Nie każdy ma do tego predyspozycje, chociaż wielu rzeczy można się nauczyć, ale nauka to jest zawsze jakaś energia, którą w to wkładamy i też trzeba poczekać na jej efekty.
Więc to nie jest tak że każdy handlowiec powinien tym ambasadorem być. Natomiast jeżeli widzicie, że to jest ktoś, kto Lubi dzielić się wiedzą, ma dobrze rozwinięte zdolności komunikacyjne, to warto jest tę osobę wprowadzić w ten świat budowania swojej marki osobistej oczywiście w spójności z marką firmową, niekoniecznie jako twórcę treści, ale jako tego tak zwanego promotora treści.
Czyli od handlowca nie oczekujemy że on będzie ekspertem dziedzinowym, chociaż oczywiście super, jeżeli tak jest, ale że to jest osoba, która promuje treści, czyli ma dostęp do treści, wie jak te treści wykorzystać i wie też w jaki sposób można dotrzeć do klientów właśnie posługując się tymi treściami.
Więc tutaj ta relacja eksperta dziedzinowego i handlowca w pewnym modelu oczywiście uproszonym jest taka, że ekspert dziedzinowy ma wiedzę, którą powinniśmy przełożyć na treści, a handlowiec powinien być tym, który tą treścią się posługuje. Oczywiście doceniając też ludzi, którzy mu tą treść dostarczyli.
I mówiliśmy w poprzednich odcinkach o uwiarygodnieniu marki O takiej potrzebie tego, żeby ta marka nie była wydmuszką. Żeby to, co my obiecujemy jako właśnie obietnica ta definicja marki, było potwierdzone w realiach. Bo dosyć często zdarza się, że marka mówi, że jest super ekologiczna a potem się okazuje, że tam wylewa ścieki.
Albo, że jest super innowacyjna, a potem się okazuje, że przez dwa tygodnie nikt nie potrafi na formularz odpowiedzieć, bo formularz gdzieś tam zniknął Znaczy dane z formularza gdzieś tam zniknęły. Więc warto jest też zrobić sobie taką matrycę tych punktów styku. Gdzie nasi klienci stykają się z naszą marką?
I zastanowić się, czy nie wykorzystać ludzi właśnie z tych punktów styku. Na przykład z logistyki. Być może właśnie z obsługi klienta być może z księgowości. To jest bardzo powiązane z tym mapowaniem komitetu zakupowego, tylko tutaj mówimy już o tych sytuacjach, gdzie na przykład ktoś nie decyduje o tym, że nas weźmie jako dostawcy, ale już z nami współpracuje.
Już na przykład otrzymuje od nas faktury. Warto spojrzeć na to, czy ten proces jest spójny z tą naszą obietnicą marki. I być może właśnie ta osoba która ten proces obsługuje, też może być ciekawym ambasadorem, czyli osobą która gdzieś tam wnosi jakąś wartość. Dzieląc się wiedzą, pokazując jakieś nowe metody, czy zachęcając do skorzystania z jakichś tam nowych naszych kanałów komunikacji czy technik.
Moi drodzy, a propos technik to przejdźmy teraz do drugiej części naszego podcastu, czyli pogadajmy sobie o tym trochę, jak tą spójność komunikacji między marką osobistą i marką firmową zachować. Zacznijmy od konkretu, to znaczy każda marka osobista powinna mieć jakiś obszar oddziaływania. Jeżeli mamy mikrofirmę i prowadzicie mikrofirmę tak jak ja, no to ten obszar oddziaływania jest jasny, całość, tak?
Ale w przypadku firm, które już mają pewną grupę ludzi, warto jest się zastanowić, w jakim obszarze ta osoba powinna, z czym ona się powinna kojarzyć, bo niekoniecznie musi się kojarzyć ze wszystkimi atrybutami naszej marki Więc zobaczcie, najpierw definicja marki, najpierw to, czym ta marka ma być, w jakim obszarze chcemy być skuteczni, w jakich segmentach Z jakimi kategoriami chcemy się kojarzyć i wtedy możemy sobie szukać ludzi, którzy mają na ten temat wiedzę.
Warto też pamiętać o tym, że budowanie marki to jest komunikacja. Oczywiście najpierw trzeba ją zdefiniować, czyli mieć pewien pomysł na to, z czym chcemy się kojarzyć, ale potem to jest po prostu ciężka robota taka rzemieślnicza związana z tym, żebyśmy po prostu w tym obszarze się skutecznie komunikowali.
I to, co często się zdarza jako duży problem, to jest to, że ta niespójność bierze się z tego, że ten nasz ambasador nasz pracownik po prostu nie ma dostępu do treści. Nie ma treści, nie zostały one wypracowane, więc... Zaczyna szukać takich zewnętrznych objawów tego, że idzie jej czy jemu dobrze, na przykład lajków, czerwów czy komentarzy i zaczyna pisać głupoty mówiąc krótko, czyli rzeczy które budują emocje, nie wiem, dowcip na piątek i tak dalej, ale nieszczególnie są spójne z tym, co nasza marka zdefiniowała.
Więc kluczowym elementem pracy z ambasadorami jest to, żeby oni wiedzieli w jakich obszarach mają się komunikować, o czym mówiąc krótko mają pisać czy mówić i żeby nie skupiać się na tym, co mają w poście na nich umieścić, tylko zacząć budować tak zwane treści podstawowe. Czyli jeżeli chcemy, żeby nasi ambasadorzy byli skuteczni, to dajmy im bazę treściową, na przykład wspólnie nagrywając jakiś webinar, tworząc spotkanie Wspólnie artykuł Być może jakiś artykuł na LinkedIn, który też teraz bardzo fajnie działa.
Okazuje się, że są dosyć dobrze indeksowane też przez narzędzia AI chociażby. Pewnie o tym nagram jeszcze osobny odcinek. Ale zwracam na to uwagę, żeby nie skupiać się w naszych działaniach ambasadorskich tylko i wyłącznie na postach na LinkedIn, bo tam bardzo łatwo o chaos. Tam nie ma żadnej struktury.
Natomiast jeżeli naszą strukturę wyznaczają właśnie te większe publikacje, to potem tworzenie mniejszych form, takich jak posty na LinkedIn na przykład, jest już dużo łatwiejsze, bo odnosimy się, promujemy te treści. I to jest właśnie do budowania spójności. Ten komunikat, który jest opublikowany na stronie na przykład jakiś ekspercki artykuł weźmy sobie z naszej działki powiedzmy właśnie pięć sposobów wykorzystania sztucznej inteligencji w zarządzaniu treściami.
Może być potem rozbity na te pięć elementów gdzie każdy z tych sposobów pracy z AI może być pokazany, promowany itd. Dzięki temu mniejsze jest ryzyko pojawienia się w takiej sytuacji, że ambasador nie wie o czym pisać, nie wie o czym tworzyć, bo mamy już pewną bazę i wokół tej bazy możemy na zasadzie recyklingu treści tworzyć te mniejsze treści i dzięki temu ten ambasador nie jest zostawiony sam w sobie, a to jest bardzo często realia pracy takiego ambasadora.
Są takie dwie skrajności właśnie. Pierwsza jest taka, że zostawiamy tego ambasadora samego sobie, czyli masz już wszystko, wiesz co pisać twórz teraz. I rozliczamy tę osobę głównie z tych postów na LinkedInie. A druga skrajność jest taka, że zabieramy samodzielność tej osobie i zamieniamy tę osobę w słup ogłoszeniowy.
To znaczy prosimy o, żeby po prostu przekopiował i wkleił treści, które już są na stronie firmowej. Obe te skrajności nie działają. Pierwsza już o niej mówiłem, bo po prostu pozbawia wsparcia naszego ambasadora i niewiele jest osób, które samodzielnie będą spójnie z naszą marką funkcjonować, bo albo się ta spójność rozjedzie, albo po prostu tej osobie się przestanie chcieć.
A w drugiej skrajności, czyli w zjawisku słup ogłoszeniowy, po prostu ambasador traci wiarygodność i niezależność, bo bycie ambasadorem nie oznacza przekopiowywania jakichś komunikatów oficjalnych, często sformowanych w taki sposób bezosobowy. Więc... Pamiętajcie proszę, praca z ambasadorem to jest praca nad tym podstawowym przekazem.
W którym przyjmuje formę artykułu, jakichś publikacji, webinaru szkolenia konferencji itd. A pochodną posiadania już takiej głębszej treści jest to, że my możemy ją wykorzystać poprzez recykling różnego rodzaju narzędzia, wykorzystując AI, do tego żeby te posty powstawały. I wtedy mamy spójność. Wtedy wokół tego zdefiniowanego obszaru, jakiejś specjalizacji naszej cechy, funkcji i problemu klienta możemy stworzyć kilka, kilkanaście treści, które na różne sposoby będą do tego podchodziły.
I dzięki temu zwrócimy uwagę naszych klientów na to zagadnienie. Pamiętajcie proszę, ta spójność bierze się z planowania, ale na poziomie treści tych podstawowych. Tych które potem mogą być wykorzystane jako baza do komunikacji na LinkedIn. Moim zdaniem około 80-90% problemów właśnie w pracy z ambasadorami bierze się z tego, że nie powstają te treści podstawowe, tylko wszyscy się skupiamy na LinkedInie, na tych naszych postach, gdzie bardzo szybko wkrada się chaos.
Nikt nie wie, czy to jest spójne, czy niespójne. Każdy ma na ten temat inną jakąś opinię, podczas gdy możemy to zrobić inaczej. Czyli centralnie ustalać sobie wspólnie te komunikaty które mają z firmy wyjść właśnie we współpracy z ambasadorami i potem na poziomie promocji tych treści ambasadorzy się w to włączają.
Ostatni element. Jak zacząć Małymi krokami. Od tego zawsze zaczynam. Moi drodzy, mało jest osób, które ma jakiś sukces tworzenia takich wielkich programów ambasadorskich od razu w wielkiej skali. Oczywiście życzę każdemu takiego sukcesu i jest kilka takich przykładów, ale raczej dotyczy to większych firm.
Zazwyczaj musimy się w firmie tego po prostu nauczyć, bo na początku jest dużo entuzjazmu, jest jakieś szkolenie, czasem sam takie szkolenia prowadzę i widzę, że ta energia jest po prostu bardzo duża. No i potem, jeżeli mam okazję pracować z firmami, to widzę ten naturalny proces trochę wygasania tego wszystkiego kiedy nas dopada ta bieżączka te wszystkie ograniczenia, które mamy.
Dlatego ja doradzam zawsze, żeby zeskalować to na początku. Wybrać sobie jedną, dwie osoby, zacząć właśnie od zarządu, żeby też tam wypracować pewne dobre praktyki i tak naprawdę w ten sposób się uczyć pewnego tej współpracy. To, na co właśnie zwracam uwagę, to jest to, żeby wybrać sobie te obszary komunikacji w oparciu o pewną strategię komunikacji firmy.
Czyli jeżeli, wezmę na przykład mój przykład, jeżeli moje usługi Dzielą się na właśnie usługi takiej powiedzmy doradztwa strategii marketingowej i procesów konkretnych marketingowych, to to są dwa obszary. Gdybym zatrudniał pracowników, to pewnie bym ich w ten sposób tutaj dzielił. Czyli ktoś bardziej by się skupiał na automatyzacji, na powiedzmy właśnie narzędziach procesowych, a ktoś inny bardziej na strategii.
Ponieważ prowadzę mikrofirmy, to tutaj efekt jest taki, że mówię o wszystkim. W firmach kilkuosobowych już warto te podziały sobie wygenerować. Technicznie bardzo was zachęcam do tego, żebyście po prostu przeszli sobie przez takie ćwiczenie tzw. klastrów treściowych. Klastry treściowe to są po prostu grupy treści, czyli treści zgrupowane wokół istotnych dla nas tematów.
W podcaście już trochę o tym mówiłem, jeżeli sobie wpiszecie właśnie klastry treściowe, to na pewno znajdziecie. Jeżeli sobie wpiszecie po prostu content clusters To jest dosyć dużo treści na ten temat. HubSpot bardzo dużo o tym pisze. To ułatwia właśnie wybranie tych głównych tematów, tych głównych przekazów wokół naszej marki i pracę z markami osobistymi właśnie na tych obszarach bo wtedy mamy tą spójność.
Pamiętajcie też proszę, żeby ten program rozwijać nie tylko jeśli chodzi o liczbę pracowników, ale też i o intensywność tej pracy. Bo my mamy taką tendencję do takiego zbyt optymistycznego podejścia do tego, że a to tam przy okazji po obiedzie sobie tam pyknę posta będzie dobrze. Nie będzie dobrze. To jest czas, który musimy poświęcić.
Warto też ocenić realnie po miesiącu ile nam to czasu zajmuje. Bo znowu widziałem to w praktyce, że mimo że już wiadomo że coś działa wolniej niż miało działać, to ciągle jest takie ciśnienie, że no ale pracownicy się nie angażują. Gdyby się bardziej angażowali to byłoby lepiej. No nie no, z jakiegoś powodu to nie działa.
Być może właśnie przeszacowaliśmy trochę, albo niedoszacowaliśmy tych kosztów. Więc warto jest na to spoglądać cały czas, monitorować. Szczególnie kiedy zaczynamy. Kolejny element, podejdźmy do tego na poważnie. Jeżeli chcemy rzeczywiście mieć ambasadora, którego Którego zadaniem jest wkładanie jakiejś pracy, jakiegoś wysiłku w to, żeby powstała jakaś treść, to to powinna być część zakresu obowiązków tej osoby.
Ze wszystkimi tego konsekwencjami. Chociażby ocena pracownicza też powinna być w oparciu o to prowadzona. Znowu nie jest moim celem zachęcić was do takiej sytuacji, że od razu wprowadzamy jakieś cele tak zwane performance'owe. Ile leadów będzie z tego twojego działania. Ten efekt przyjdzie, ale pierwsze kilka miesięcy to jest po prostu uczenie się tego i wprowadzanie pewnego rytmu działania.
Ale jeżeli nie wprowadzimy tych działań ambasadorskich do zakresu obowiązków, to to zawsze będzie coś z czego najłatwiej jest rezygnować. I czasem... Ja widzę, że to jest świadoma decyzja. To znaczy zarząd nie jest przekonany, że to jest dobry pomysł, więc nie chcę z tego robić jeszcze jakiegoś sformalizowanego elementu, bo wtedy łatwo jest powiedzieć, a słuchaj, to odpuśćmy sobie to ambasadorstwo.
No i to jest jakaś elastyczność oczywiście ja sobie zdaję sprawę, ale też pamiętajcie, że to jest od początku sobie komunikat, to nie jest poważna sprawa. Nie spodziewajmy się, że wtedy ten obszar będzie się rozwijał. A pamiętajcie, robimy to właśnie po to, żeby zwiększyć skuteczność budowania marki. To nie jest działanie samo w sobie.
Więc jeżeli dla nas ważnym elementem jest podniesienie widoczności marki zwiększenie ich skuteczności wpływu na sprzedaż, no to to jest jedno z narzędzi. I albo je potraktujemy poważnie, albo nie. No wybór oczywiście, wiadomo, jest po waszej stronie. Pamiętajcie proszę też, żeby zbudować sobie taki plan współpracy, który ma w zasadzie dwa cele.
Po pierwsze pokazuje że jest to coś poważnego, ale po drugie pokazuje też, że nie zostawiamy ambasadora samego Bo wiele osób, z którymi ja rozmawiam, to są zazwyczaj osoby, które te programy ambasadorskie starają się wdrażać i mają takie doświadczenie że ci ambasadorzy wcale jak w kolejkach się nie ustawiają do tych programów.
Ale jak analizuję sobie te przyczyny czy te wymówki, czy te argumenty tych ludzi, to często gdzieś tam między wierszami jest taka informacja OK, dostanę teraz dodatkową wrzutkę na plecy, nie do końca wiadomo jak mi to pomoże, ale za to będę z tego rozliczany. Więc ta czytelność, ta taka transparentność tego, czego my oczekujemy, co my dajemy w zamian jak to ma działać dla obu stron jest tutaj bardzo ważna.
I chcę zakończyć takim jednym elementem który moim zdaniem jest kluczowy w ustalaniu tych relacji z ambasadorami, w budowaniu tych marek osobistych. Jeżeli ambasador... To bycie ambasadorem dla tej osoby nie realizuje, nie pomaga jej realizować jej, jego celów tych biznesowych, to na dłuższą metę to jest nie do utrzymania.
Co mam na myśli? Jeżeli na przykład mamy kogoś kto jest inżynierem i tak naprawdę został została gdzieś tam trochę zmuszona, zachęcona do tego, żeby poświęcić jeszcze kilka godzin swojego czasu miesięcznie na to, żeby o czymś tam opowiadać i tak naprawdę z punktu widzenia kariery tej osoby, realizacji celów, rozwoju, nie wiem, być może szukania jakiegoś nowego stanowiska, to nic nie daje a jest tylko obciążeniem jest jakimś obowiązkiem, jak to się czasem mówi, podatkiem marketingowym, to na dłuższą metę ten ambasador po prostu nie będzie ambasadorem.
Mówiąc krótko Warto jest pracować z ludźmi, co do których my wiemy jak to działanie ambasadorskie wykorzystać, żeby oni byli lepszymi pracownikami bardziej skutecznymi i tak dalej. I warto jest też pracować z ludźmi, którzy to rozumieją, bo często w tych programach ambasadorskich w budowaniu tych marek osobistych oczywiście pomijam tutaj właścicieli, o nich na końcu już, jest taka właśnie pokusa żeby trochę płacić za to, nagradzać za bycie ambasadorem.
Zauważyłem że to jest na krótką metę. To znaczy bardzo szybko te nagrody powszednieją jak każda nagroda. My mamy, jest takie zjawisko, że ten bodziec staje się coraz mniej istotny w motywacji. Więc jedyny sposób to jest coraz więcej nagradzać, ale to jest droga donikąd. Więc jeżeli nie mamy pomysłu na to, jak to bycie ambasadorem może tej osobie pomóc, to trzeba mieć świadomość tego, że to jest krótkotrwały program.
Dlatego chociażby wśród handlowców jest taka największa grupa tych ambasadorów ponieważ oni, jeżeli rozumieją, jak ta rozpoznawalność pomaga, to doskonale wiedzą, że to po prostu jest dla nich narzędzie pracy. Ich nie trzeba nagradzać ekstra, bo nagrodą będzie po prostu szybsze zdobycie bonusa premii za wynik łatwiejsza sprzedaż, większy komfort pracy itd.
I nad tym się trzeba ustawić, moi drodzy, bo to nie jest tak, że my możemy jeden szymel przystawić do każdego ambasadora. Trzeba się zastanowić co bycie tą marką osobistą, pracującą, współpracującą z marką firmową da też po tej drugiej stronie i czy to jest do utrzymania Bo jeżeli to będzie tylko płacenie za bycie ambasadorem, to moim osobistym zdaniem na dłuższą metę to będzie bardzo trudne do utrzymania i zwyczajnie się to zatrzyma.
W innej sytuacji są ludzie, którzy są bezpośrednio powiązani z sukcesem firmy, to znaczy są udziałowcami, właścicielami, partnerami w spółkach partnerskich. Tutaj ten problem zazwyczaj nie występuje, natomiast występuje inny problem, mianowicie taki, że nam się wydaje, że to nie dla nas, albo niektórzy wręcz mówią, że do wyższych rzeczy są stworzeni.
Miałem taką sytuację kiedy zaproponowałem żeby właśnie właściciel firmy powitał nowych nawet nie pracowników tylko właśnie partnerów firmy, nagrywając wideo. Okazało się, że zarząd uznał, że to jest poniżej godności, że to nie będą się bawić w takie rzeczy. Więc jeżeli to jest takie podejście, to tutaj nie ma mowy w ogóle o budowaniu marki osobistej być może nie ma takiej potrzeby.
Trzeba sobie też jasno powiedzieć, nie każda firma musi mieć markę osobistą. Ja mówię o tym jako o narzędziu, jeżeli macie taką potrzebę budowania skuteczności tej marki. Natomiast jeżeli zarządzacie firmą którą chcecie rozwinąć, to... Moim zdaniem nie ma lepszego sposobu na przyspieszenie widoczności marki niż wykorzystanie własnego potencjału komunikacyjnego.
I to działa nie tylko dla firmy. Dobrze zaprojektowana i prowadzona marka osobista właśnie szefa właściciela firmy otwiera drzwi do miejsc, za które normalnie należałoby płacić. Bardzo często mówię o tym przykładzie chociażby mediów tradycyjnych gdzie dziennikarze szukają treści jakościowych, ludzi, których mogą poprosić o cytat, zaprosić do programu itd.
Mediów jest bardzo dużo w tej chwili i oni nam dają rzeczywiście realny dostęp do klientów. Natomiast bez tej widoczności ta sytuacja po prostu nie nastąpi. Wtedy musimy zatrudniać dział PR, który też będzie miał ciężką pracę bo każdy PR-owiec Powiem Wam to samo, że jeżeli lider firmy, właściciel prezes chce się komunikować ze światem, to jest to zupełnie inny poziom skuteczności takich działań.
Więc zachęcam Was też, moi drodzy, ci, którzy zarządzacie tymi firmami, albo jeżeli pracujecie z zarządem, to być może warto przekazać ten odcinek. Warto jest rozważyć spójne wykorzystanie marki osobistej z marką firmową, dlatego że to po prostu podnosi skuteczność komunikacji. Wielkie dzięki i zapraszam Was teraz na rozmowę z Pawłem Jaczewskim Witamy naszego korespondenta książkowego, eksperta Paweł Jaczewski jest z nami z nową rekomendacją Iluzja wyboru.
Książka dla iluzjonistów Paweł?
Tak, ogólnie sama magia, a że są rozdziały
o
piwie, o trampkach i o buntownikach, to Richard Shotton od razu ma moją uwagę i moje zainteresowanie. To jest książka która pokazuje... Idealna jeżeli ktoś chce zgłębić ekonomię behawioralną jako o pierwszą książkę. Czyli innymi słowy, jeżeli chcesz kiedyś kiedyś kiedykolwiek na przykład zniechęciło Cię książka, która jest genialna Pułapki myślenia Kahnemana, pomyślałeś o, to jest za trudne, ale jednocześnie chciałbym, czy chciałabym trochę wdrożyć tej ekonomii behawioralnej bo wiem, że na podstawie tych psychologicznych zachowań bardzo dużo marketingowców też działa i to jest bardzo skuteczne, to to jest pierwsza książka to jest ewidentnie pierwsza książka, ponieważ mimo tego, że ona jest bardzo cienka, to ona ma w sobie siedemnaście, siedemnaście czy szesnaście?
Szesnaście i pół łapki myślenia, on to dokładnie tak nazywa te pół też jest wyjaśnione w książce. I ma bardzo różne przykłady. Który jest
Twój ulubiony? Taki, który najbardziej Ci w głowie świdruje w tej chwili?
Najbardziej lubię dwa. Pierwsze o piwie, bo mówiliśmy już, nie dla iluzjonistów ale jest o piwie przykład.
Jest świetny przykład o piwie, gdzie jest pokazanie, jak przedstawienie ceny wpływa na zakup towaru Czyli byli bywalcy barów, gdzie na początku ustawiano piwo od najtańszego do najdroższego. A tak naprawdę potem zmieniono ten cennik i ustawiono piwo od najdroższego do najtańszego. I ci ludzie w związku z tym, że się trochę na tym kotwiczyli na tych cenach na początku, to było jeśli dobrze pamiętam, na jednym paragonie było różnicy, sumarycznie 24 centy a w skali roku to jest ogromna kwota.
I jeszcze chcę podkreślić jedną rzecz. Mówimy tu o bywalcach pubów. Tu nie mówimy o ludziach którzy gdzieś przygodnie na przykład nad morzem coś kupili tylko mówimy o takich bywalcach pubów. Ja wiem że to jest też pewnego rodzaju uproszczenie. Jakby ktoś chciał jeszcze doprecyzować, to to jest bardzo poszerzone też w książce innej od kodu i pułapki myślenia w biznesie.
Ale jak pokazywać ceny, w jakich kontekstach? Tu są bardzo fajne też badania pokazane, jak zrobić, żeby na przykład... Klient kupił opcję wyższą, klient żeby wybrał tą opcję wyższą. Jedyne przed czym tu chciałbym też Wam zauważyć i pokazać taką troszeczkę lampkę ostrzegawczą, bo to nie jest tak, że będziemy każdą książkę tutaj przechwalali od góry do dołu.
Książka się czyta fantastycznie, ale zwracajcie uwagę, jak jest badanie, na wielkość próby, bo czasem ta próba była dość mała. Ja pracowałem kiedyś w badaniach rynku i dlatego też mówię, że zawsze przesączcie to przez to własne swoje sito. To wszystko co on pisze jest godne z nauką ekonomii behawioralnej On robił badania na ten temat, tylko czasem ta próba była dość mała.
Więc innymi słowy patrzcie też czasem gdzie są te duże próby badań albo gdzie Wam, jak sądzicie, może to pasować. Więc to jest właśnie... O piwie.
W tej chwili dosyć łatwo jest te badania też wyszukać po prostu ten mechanizm kotwiczenia, tak jak powiedziałeś, jest opisywany w wielu miejscach, więc to nie jest jakaś charlataneria.
Ja pamiętam z perspektywy kupującego kiedyś doświadczyłem tego mechanizmu, jak dawno temu, to było chyba 12 lat temu, wyposażaliśmy mieszkanie i szukaliśmy stołu. Tak jak chcieliśmy kupić porządny stół i weszliśmy do sklepu, ja nie znałem tej marki sklepu, okazało się, że to jeden z droższych i tam najtańszy ten stół kosztował chyba 6,5 tysiąca złotych i były też takie, które kosztowały 20 tysięcy.
Ja ponieważ dawno nie kupowałem stołu, to po prostu nie wiedziałem ile za stół trzeba zapłacić, nie szukałem tych informacji a to był pierwszy punkt na naszej mapie, więc mi się zakotwiczyła od razu cena taka, 6,5 to trzeba wydać po prostu tyle kosztuje stół i tyle. I na szczęście moja żona była trochę bardziej ogarnięta w tym obszarze i powiedziała, uciekajmy stąd Bo za chwilę wyjdziemy ze stołem za 10 tysięcy i faktycznie poszliśmy do innego sklepu, gdzie te stoły się zaczynały od 3,5 tysiąca wtedy, pamiętacie, to było 10 czy tam 12 lat temu, ale dokładnie w pigułce mechanizm kotwiczenia, tak, to po prostu kontekst w którym się pojawiłem, wskazywał, że no nie ma innego, no najtańszy to jest ten, a jeszcze gdybym rzeczywiście zaczął oglądać te najdroższe w tym sklepie, to pewnie skończyłbym tam nie wiem, ze stołem za 15 tysięcy tak, a nie za 6,5 tysiąca.
Więc zdecydowanie te mechanizmy występują, nawet jeżeli, to jest w ogóle najciekawsze, nawet jeżeli jesteśmy ich świadomi, to i tak im podlegamy, to jest nieprawdopodobne możemy oczywiście czasem sobie to przypomnieć że to może być taki mechanizm i do nas to chroni, ale intuicyjnie cały czas podlegamy bo to są mechanizmy które są skodowane w nasze DNA.
Myślę, że jakbym miał kupić stół za 10 albo 15 tysięcy to chyba bym sobie kupił drugi, żeby przy nim jeść.
Wiesz ja nie wiem, czy ja bym go kupił na pewno, ale już ten tok myślenia zaczął w tą stronę iść No właśnie, tak, tak dokładnie Skoro tyle, no to trudno chyba trzeba będzie wydać te pieniądze, prawda?
No właśnie. Tym tokiem zacząłem już kombinować. Nie, no tak,
no tak, masz stół za 10, 12, 17, okej no to ten za 10 całkiem nieźle wychodzi. Tak tak,
tak, a jeszcze wiesz nie było w ogóle innego, to był sklep więc to był też zamknięty, to jest też trochę inny mechanizm ale on jest powiązany z tym kotwiczeniem. A druga drugi rozdział który tobie się najbardziej spodobał tutaj?
Drugi rozdział, bo dzisiaj mówimy też, dużo się mówi o markach buntowniczych w marketingu i tu jest coś takiego opisane jak efekt czerwonych trampek. Ja bym chciał to zacytować ponieważ ja myślę, że lepiej przedstawię to, jak to przeczytam. To mowa tutaj o Francesce Gino z Harvard Business School i ona...
Zrobiła takie badanie. Ono potwierdziło, że ludzie o wysokim statusie wykazują większą skłonność do lekceważenia obowiązujących norm. Nie przyniosło to natomiast żadnych wniosków na temat interpretacji tego typu zachowań i ona postanowiła właśnie przeprowadzić to badanie o kolejny eksperyment. To się potem wszystko nazywa efekt czerwonych trampek.
O co tu chodzi? I tutaj ona poprosiła żeby Respondentów żeby ocenili status i kompetencje profesora na podstawie krótkiego opisu jego osoby. I teraz w opisach nacisk został położony właśnie na przestrzeganie obowiązujących norm, czyli na przykład Mike zwykle przychodzi do pracy ogolony na gładko pod krawatem, albo lekceważenie.
Na przykład Mike nosi brodę i chodzi zwykle w t-shirtach. Na Poznaniu Z tymi opisami uczestnicy eksperymentu mieli ocenić kompetencje i renomę nauczycieli akademickich na siedmiopunktowej skali. Tym którzy nie przestrzegają norm, ocenili na 5,35, a tych, którzy przestrzegają na 5, czyli niżej. I to jest też ciekawe.
I to jest właśnie różnica na poziomie 14%. I ona komentuje to tak. Nonkonformizm Pociąga za sobą koszty społeczne, więc zewnętrzny obserwator może dojść do wniosku, że skoro nonkonformista może sobie na takie ryzyko pozwolić to musi mieć silną pozycję w hierarchii społecznej. I to się często nazywa efektem czerwonych trampek.
Tu jest dużo oczywiście doprecyzowania, ale mówię o tym, że dla mnie takie ciekawe, to jest trochę tak jak Steve Jobs. Przecież on mógłby wystąpić sobie kiedyś w prezentacji Apple'a w krawacie, w garniturze w marynarce. On tego nie musiał robić po prostu. To są różne oczywiście przykłady, ale ten efekt czerwonych Tak myślę, że tak,
bo właśnie, bo mógł prawda?
To chyba w książce... Łapkach myślenia, bo był podany przykład Pawia. Dlaczego Paw jest taki kolorowy? Bo może. Dokładnie. To znaczy, bo w zasadzie, bo musi pokazać że może, tak? Dokładnie To znaczy, patrzcie samiczki, skoro ja sobie pozwalam na bycie ruchomym celem dla wszystkich tam sokołów orłów i tak dalej, ale się ich nie boję, to znaczy, że chyba warto, chyba jestem kimś, prawda?
I to, zobaczcie, to są te mechanizmy właśnie, bo mogę, tak? Czyli dlaczego łamie normy? Bo nikt mi nie zrobi z tego powodu problemu, tak? To ostatnio śledziłem taką dyskusję jak w armii amerykańskiej tam zaszły zmiany no i tam szef sztabu, nazwijmy go, powiedzmy, nakazał wszystkim się ogolić, że nie można mieć brud oprócz Oddziałów specjalnych.
I właśnie to jest ten sygnał. Dlaczego mam brodę w armii amerykańskiej? Bo mogę. Bo
jestem
kimś prawda?
Dokładnie.
I tak, efekt czerwonych trampek. Pamiętajcie, żeby też tego nie stosować literalnie bo tu też łatwo przelicytować, tak? Bo nie ma nic gorszego niż obnażenie tego, że nie mogę jednak, prawda? Bo wyobraźcie sobie sytuację, że jakiś, nie wiem, junior w firmie przychodzi niechlujnie nieubrany na spotkanie czy na konferencję i zostaje zrugany przez swojego szefa.
Się okazuje że król był nagi Łatwo jest tutaj też o weryfikacji. Naprawdę trzeba ostrożnie to stosować i rzeczywiście wtedy, kiedy uważamy, że możemy.
Dokładnie. I teraz tak jak właśnie mówisz odnośnie, bo mogę. I jeszcze jeden przykład podać. Przepraszam że tutaj troszeczkę zalawiruję między książkami, ale jedną z genialnych książek, które ostatnio przeczytałem jest Sterowanie algorytmami.
O tym, jak algorytmy wpływają na nasze życie, decyzje i w firmach dużych I autorem jest Marek Kowalkiewicz Polak który mieszka w Australii. On został w ogóle jest zaliczany do grona stu najwybitniejszych myślicieli w dziedzinie sztucznej inteligencji na świecie. Więc tak naprawdę ogólnie jak ktoś słyszy w sztucznej inteligencji jak mocno siedzi i jego nazwisko, to od razu wie, kto to jest i chętnie go rekomenduje.
I on na wykłady w Polsce, to właśnie ta książka też pokaże. Ta książka jak przyjechał na wykłady w Polsce, to on ma charakterystyczny ubiór. Casualowa marynarka i żółte trampki Bo on czasem algorytmy nazywa minionkami, cyfrowe minionki. I od tych minionków bardzo często. Bez takich w ogóle nadęcia bez ten facet osiągnął niesamowicie dużo, a jest właśnie takim, bo może, luzakiem
To też jest ciekawe zjawisko, że to łamanie konwenansu w jego przypadku też ma jakąś historię.
Jest z czymś związane. On coś podkreśla. On ma jakiś twój przekaz powiedzmy o tych minionkach. W związku z tym jest uzasadniony to, Że on może to zrobić. Pewnie w jego przypadku nawet gdyby nie miał tego uzasadnienia, nikt by tego nie kwestionował, ale on to wykorzystuje, tak? Czyli zobaczcie jeżeli już łamiemy konwalansę, to zróbmy to po coś, tak?
Ja mam takiego kolegę, Igora Bielobradka, który jest wybitnym marketerem B2B, pracuje w Deloitte i on chodzi często właśnie w takiej pomarańczowej bluzie, ale to nie chodzi tylko o to, że on się chce wyróżnić, ale ta bluza jest koloru, który jest związany z brandingiem takiej organizacji jak Content Marketing Institute i on o tym bardzo często mówi, on jest tam jest taki założyciel Joe Pulizzi, nawet śmieją się z Igorem że jest policjantem czyli pilnuje tych reguł stosowania tego właśnie dobrego content marketingu strategii contentu i tak dalej.
U niego to jest uzasadnione Bo on ma story, on ma historię którą może opowiedzieć przy okazji tej bluzy. Więc jeżeli już stosujecie takie metody to też być może warto ją uzupełnić o jakieś uzasadnienie, bo to nie chodzi tylko o obronę tej taktyki, ale też o wykorzystanie tej taktyki. Dajmy okazję, ktoś cię pyta dlaczego masz różową bluzę, to nie dlatego, że, bo lubię różowy, tylko być może jest okazja żeby jakąś historię opowiedzieć przy okazji tego, bo ona, ta okazja się będzie pojawiała wraz z tym łamaniem konwenansu.
Akurat mówimy, skupiliśmy się na ubiorze przecież wiadomo że nie chodzi tylko o ubiór, ale to jest jeden z przykładów stosowania tej metody.
Tak, dokładnie i to jest właśnie to, co mówisz, czy Igor, ja teraz, tą historię Igora teraz ja poznałem przed chwilą dzięki Tobie, już będę miał łatwo, jeszcze inaczej, jak będę opowiadał Igorze, bo też go znam, łatwiej skleić, wiesz z co chodzi, bo ja wiedziałem, że ma pomarańczowe bluzy, nie wiedziałem tej historii dotyczącej, a Pulitziego też bardzo lubię, bo przecież to jest fakt, który w 2022 roku pisał, że jest za dużo wartościowego kontentu mamy za dużo już wtedy, no, ale tutaj, jak to mówię, mamy dużo off-topów.
Dzisiaj. Tak dokładnie.
To wróćmy jeszcze, pokaż raz jeszcze Paweł okładkę tej książki, żeby ci, którzy nas oglądają ją zobaczyli Pamiętajcie, moi drodzy ci, którzy nas słuchają, to zawsze link jest podany w opisie w tych show notes do podcastu. Więc to jest taka książka która pozwala wejść w ten świat ekonomii behawioralnej.
Ja wam muszę powiedzieć, że w marketingu szczególnie w marketingu B2B, my trochę gardzimy tym obszarem ekonomii behawioralnej, bo ona się wydaje taki powiedzmy niepoważny. Taki że tam wiesz, jakieś tam sztuczki i tak dalej. Tak, dokładnie Ale jeżeli chcemy rzeczywiście wpływać na czyjeś zachowania, przecież od tego są marketerzy czy handlowcy.
Chcemy przekonać ludzi do jakiegoś działania. Za to nam płacą. To jest nasza praca. Oczywiście zakładamy że wierzymy w to, że to, do czego przekonujemy jest słuszne. To nie da się abstrahować od tego, jak my myślimy A nie myślimy racjonalnie My w B2B często nadużywamy tego słowa racjonalność i tak dalej, podczas gdy prawda jest taka, że ciągle decyzje B2B, komitetu zakupowego, to jest suma jakiś konglomerat decyzji poszczególnych ludzi, więc te wszystkie pułapki myślenia błędy poznawcze, one się jeszcze nakładają, często się wręcz mnożą w takiej grupie, więc jeżeli mieliście taką, takie Można powiedzieć taką obawę przed stosowaniem czy zastanowić się, czy ta wiedza jest przydatna w B2B.
Moim zdaniem jeszcze bardziej przydatna, bo te błędy są jeszcze bardziej skomplikowane, kiedy one się nakładają na siebie. Kiedy dwie osoby ma błędy poznawcze i muszą się ze sobą dogadać Więc im więcej wiemy o tej ekonomii czy psychologii behawioralnej, w naszym przypadku pewnie bardziej ekonomii behawioralnej Tym moim zdaniem będziemy skuteczniejsi zwyczajnie i będziemy mniej, będziemy bardziej istotni, o tak, to znaczy to, co wymyślimy to, co zaproponujemy będzie po prostu bardziej przydatne dla naszych odbiorców.
Jakbyś, Paweł, tak postawił takie stopnie wtajemniczenia, to ta książka jest takim pierwszym stopniem wtajemniczenia do właśnie ekonomii behawioralnej. Na drugim poziomie, co byś zaproponował? Bo wiem że jesteś fanem też tej dziedziny wiedzy.
Tak, ja mam tutaj całe książki tu obok siebie, to znaczy na drugim stopniu jeżeli mówimy o biznesie i mówimy o, nie mówimy o takim, to zdecydowanie od kodu i pułapki myślenia w biznesie, która uważam że jest taką właśnie drugą, a już jeżeli chcemy bardzo głęboko wejść, i już mówię nawet już też w sferach pozabiznesowych, bo tam też jest ten, to zdecydowanie absolutnie legendarne pułapki myślenia Daniela Kahnemana.
Takie uważam że trzy stopnie, które zdecydowanie warto zgłębić tylko, że nie mylmy iluzji wyboru Z nazwijmy to ekonomią behawioralną na poziomie Briana Tracy, bo to jest naprawdę fajna, ciekawa i praktyczna książka. To nie jest na zasadzie tylko inspiracja, bo Brian Tracy ma bardzo dużo inspiracji w swoich książkach.
Tu bardzo mocno wchodzimy w temat, który można sobie po prostu wejść i wdrożyć. Naprawdę mi się kilka... Pamiętacie, moi drodzy,
ekonomia behawioralna jest nauką. To nie są sztuczki magiczne, które się udają albo się nie udają. To jest nauka o tym, w jaki sposób podejmujemy decyzje. Ja pamiętam jak nie tak dawno była dyskusja o ograniczaniu dostępności alkoholu i ścierały się takie dwie opinie.
Edukujmy, a nie zabrajajmy ludziom i tak dalej. I moim zdaniem na podstawie tego, co wiem o ekonomii behawioralnej, to trzeba połączyć. To znaczy sama edukacja i to wielokrotnie zostało też zweryfikowane, nie zmienia postawy Szczególnie w przypadku używek nawyków żywieniowych, uzależnień i tak dalej.
Możemy edukować alkoholika bez końca i nic się nie zmieni. Natomiast edukacja moim zdaniem zwiększa przyzwolenie na ograniczenia Dokładnie Czyli po to edukujemy, żeby ludzie akceptowali ograniczenia, które faktycznie zmieniają zasady gry i zmieniają nasze zachowania. Tacy jesteśmy. Chciałbym, żeby było inaczej, ale my po prostu musimy stosować trochę inne metody jeżeli chcemy zmieniać pewne rzeczy.
Czy mówimy o ograniczeniu używek czy wszystkich innych zmianach zachowań. Musimy mocniej pod maskę zajrzeć Nasz mózg nie jest takim prostym narzędziem jak nam się jeszcze 20 czy 30 lat temu wydawało. I tak trochę filozoficznie się zrobiło, moi drodzy, ale jeżeli chcecie zacząć tą swoją przygodę z właśnie ekonomią behawioralną, to bardzo Wam polecamy tę książkę.
No i polecamy oczywiście kolejne odcinki naszych podcastów i kolejne wizyty Pawła w naszym podcaście. Paweł wielkie dzięki.
Dzięki dajcie łapkę w górę follow i tak, jak to było? Dokładnie. I donate, na końcu donate. Postaw i kawę, dokładnie.
Postaw kawę, Paweł, wielkie dzięki Wam. I to wszystko w tym odcinku.
Tradycyjnie jeśli było okej to prośba o gwiazdkę albo opinię w aplikacji podcastowej albo podziel się tym odcinkiem w swojej ulubionej sieci społecznościowej. A ja już dziś zapraszam Cię na kolejne odcinki podcastu Business Marketer. Pozdrawiam, Łukasz Kosuniak.