Business Marketer - marketing B2B od teorii do praktyki
Podcast BusinessMarketer to regularna dawka praktycznej wiedzy o nowoczesnym marketingu B2B. Autor – Łukasz Kosuniak, to wieloletni praktyk, wykładowca, konsultant, trener, autor kilkudziesięciu branżowych publikacji oraz książek „ABC Marketingu B2B, "To jest Social Selling" Więcej publikacji: https://businessmarketer.plPodcast jest skierowany do szefów firm oraz managerów marketingu i sprzedaży B2B.Tematyka podcastu: marketing B2B, Generowanie leadów, Marketing Automation, Content Marketing, Channel Marketing, Social Selling
Business Marketer - marketing B2B od teorii do praktyki
Jak wykorzystać LinkedIn będąc szefem firmy?
Use Left/Right to seek, Home/End to jump to start or end. Hold shift to jump forward or backward.
W 110 odcinku podcastu Business Marketer coś dla liderów i szefów firm.
Podpowiadam jak budować wizerunek własny oraz firmy wykorzystując możliwości sieci społecznościowych - w naszym przypadku LinkedIn.
Z tego odcinka dowiesz się między innymi:
- Jaka jest rola lidera w działaniach social selling i employee advocacy
- Jakie korzyści uzyskają liderzy obecni na LinkedIn
- Jak pracować z obiekcjami i barierami, które zniechęcają liderów do zaangażowania się w działaniach na LinkedIn
- Jakie działania warto podejmować i przejmować od innych liderów, którzy z powodzeniem wykorzystują sieci społecznościowe w swojej działalności
- Jakich błędów warto unikać
A jeżeli chcesz podzielić się swoimi doświadczeniami lub szukasz wsparcia w budowaniu eksperckiego wizerunku firmy oraz jej ekspertów na LinkedIn, napisz do mnie: lukasz.kosuniak@businessmarketer.pl
Odwiedź stronę https://businessmarketer.pl aby poznać więcej publikacji na temat social sellingu i marketingu B2B
Chcesz wiedzieć więcej o nowoczesnym marketingu B2B? Odwiedź naszą stronę: https://businessmarketer.pl
Zobacz nadchodzące szkolenia i webinary
Masz pomysł na odcinek podcastu? Chcesz zostać partnerem podcastu? Napisz do mnie: lukasz.kosuniak@businessmarketer.pl
Cześć! Tu Łukasz Kosuniak. Podcast Biznes Marketer dla marketerów i przedsiębiorców B2B. Dziś o tym, jaka jest rola liderów i szefów firm w social sellingu. Zapraszam serdecznie W tym odcinku porozmawiamy o najmniej licznej grupie użytkowników LinkedIna, ale tych, bez których moim zdaniem nie ma skutecznych działań social sellingowych. Mam na myśli liderów, szefów firm, członków zarządu, czyli ludzi, którzy zarządzają i nadają kierunek naszym firmom. Pomysł na ten temat, yy, wziął się oczywiście znowu z rozmów, mm, z czytelnikami podka-- książki, słuchaczami podcastu i potencjalnymi klientami. I projektów oczywiście, w których zauważam taką prawidłowość. Social selling jest, yy, zredukowany do działań z handlowcami. W zasadzie marketing przygotowuje treści, handlowcy mają je publikować i na tym chciałoby skończyć działania social sellingowe wielu marketerów, wielu moich potencjalnych klientów. To jest oczywiście pewne intuicyjne rozumienie działań social sellingowych i myślę, że warto trochę porozmawiać o tym, dlaczego nie warto się ograniczać tylko do działań handlowców. Jeżeli spojrzycie sobie na to, co się dzieje na, na LinkedIn, to rzeczywiście widzimy bardzo dużo tego przekazu sprzedażowego. Ja już pomijam te wszystkie boty i inne patologie, które się pojawiają, ale nawet wśród tych organicznych treści tam rzeczywiście nietrudno znaleźć handlowców. Dużo trudniej, moim zdaniem, znaleźć sensowne treści ludzi, którzy zarządzają firmami, bo albo oni tego nie robią, albo po prostu kopiują treści marketingu, yy, albo, yy, tak naprawdę, yy, w jakiś tam sposób powielają przekaz sprzeda-sprzedażowy. To nie jest dobre rozwiązanie, a przede wszystkim to nie jest-- yy, to jest strata pewnego potencjału, który mamy. I dlatego dziś chciałbym o tym, yy, porozmawiać. Jest jeszcze jeden bardz-bardzo ważny argument i bardzo ważny powód, dla którego nagrywam, ee, ten odcinek. A mianowicie zauważyłem bardzo smutną prawidłowość. To znaczy, jeżeli w działania social sellingowe, w widocz-- budowanie widoczności i eksperckości, poczucia eksperckości firmy na LinkedInie nie są zaangażowani liderzy, właściciele, szefowie, to reszta zespołu też często traktuje LinkedIna jako pewnego rodzaju eksperyment, zabawę, hobby. Nie jest to traktowane na poważnie. Więc jeżeli chcecie wprowadzić naprawdę poważne i skuteczne działania social sellingowe, to zaangażowanie, mądre zaangażowanie liderów, szefów firm jest niezbędne. Moim zdaniem to jest warunek konieczny, żeby te projekty się udały, bo inaczej zauważam taką powolną erozję. Po prostu brakuje przykładu, brakuje też, yy, potem zaangażowania, yy, w te działania. Jest jeszcze jeden powód, yy, tego, że ja generalnie bardzo naciskam na to, żeby szefowie firm byli obecni w działaniach social sellingowych. Szczególnie szefowie tych firm, które się rozwijają. Yy, takich firm, które do tej pory nie inwestowały w marketing, bo te firmy bardzo często nie inwestowały też w ogóle w budowanie marki. Nagrałem już kilka odcinków podcastu, trochę też pisałem o tym w książkach, na temat budowania marki eksperckiej firm B2B. Moim zdaniem to jest potężny problem. Wiele firm dowiaduje się o tym, że tak naprawdę w cudzysłowie nie ma marki, bo każdy jakąś ma, tylko nie taką, jaką byśmy chcieli. W momencie, kiedy wy-- rozpoczyna się ekspansja zagraniczna, kiedy wychodzimy za granicę, kiedy już nie możemy polegać na, yy, zespołach sprzedażowych, które sobie wytworzyliśmy tutaj, yy, lokalnie, okazuje się, że brak tej rozpoznawalnej eksperckiej marki jest potężnym, potężną blokadą naszego rozwoju i często jesteśmy zmuszeni do korzystania, do za-zawierania niekorzystnych umów z dystrybutorami czy z, mm, brokerami, dlatego właśnie, że nie potrafimy posłużyć się tym lewarem w postaci silnej marki. A moim zdaniem mądra obecność liderów na LinkedIn jest nie jedynym, ale bardzo ważnym narzędziem budowania marki eksperckiej. Tak jak powiedziałem, to jest bardzo zaniedbane w B2B. Ja nad tym bardzo boleję i pracuję nad tym mocno, żeby świadomość tego budowania marki była coraz większa. I to jest też kamyczek do ogródka tej mojej misji, yy, zachęcania liderów firm do inwestowania w markę, yy, nie tylko osobistą, ale i w markę firmy właśnie poprzez swoją osobistą działalność. Przejdźmy sobie może do takiego krótkiego opisu roli lidera. To znaczy, co lider, yy, członek zarządu, yy, szef firmy, osoba, która nadaje ton w tej, w tej organizacji, może zrobić w ramach działalności, yy, w ramach tych projektów social sellingowych. Moim zdaniem są dwa, dwa obszary działania: wewnętrzny i zewnętrzny. Wewnętrzny, czyli można powiedzieć, yy, przykład i wsparcie tego programu. Zazwyczaj taką bardzo przyziemną formą wsparcia jest oczywiście bycie sponsorem, tak? Czyli wygospodarowanie budżetu, yy, wsparcie działań marketingowych poprzez właśnie alokację odpowiednich środków. Yy, drugi ważny, ale już dużo częściej pomijany element jest taki, że lider powinien zadbać o to, ustalić, pytać i wspierać osadzenie działań social sellingowych w całości strategii marketingowej firmy. Bo jeżeli o to nie zadbamy, to te działania stają się jakimś takim hobby, jakąś taką wyspą samotną, która nie jest, yy, z żadnej strony chroniona. W związku z tym, jeżeli będzie jakiś, ym, brak czasu czy brak budżetu, łatwo jest ją zatopić, czyli mówiąc krótko zamknąć ten program. Więc, yy, na miejscu szefów firm, czy ludzi, którzy odpowiadają za całość działań tej firmy, zanim zaangażuje się w program social sellingowy, myślę, że warto byłoby upewnić się, że, yy, te działania są powiązane. Jak one wpływają na działania marketingowe? Jak one wpływają chociażby na obciążenie czasowe? Czy one są odpowiednio przygotowane od strony zasobowej, czyli szkolenia, yy, treści i tak dalej. Warto się upewnić, czy ten program w ogóle jest dobrze wdrażany, zanim ja jako lider zacznę się w to, yy, angażować. I wtedy, jeżeli już mam tą pewność, że to jest dobrze przygotowane, no to moją rolą jako lidera jest też dawanie przykładu. Niezwykle ważny element. Bardzo często widzę taką sytuację, że szefowie firm Nawet alokują budżet, nawet popierają te działania, ale tak naprawdę mniej lub bardziej świadomie dystansują się od nich. To znaczy tak naprawdę nie angażują się w publikacje, nie pomagają w wytworzeniu treści. Czasami łaskawie prześlą coś tam dalej, polubią, ewentualnie skomentują. Potężny błąd. Dlaczego? No bo jeżeli my mamy w firmie ludzi, którzy nie są jeszcze przekonani do skuteczności tych działań social sellingowych, a moje doświadczenie i statystyki wskazują na to, że to jest na początku programu zazwyczaj ponad połowa handlowców, którzy nie są przekonani, że to jest dobry pomysł, to jeżeli z góry nie idzie przykład, to oni mają świetną wymówkę, żeby tego po prostu nie robić. Skoro szef tego nie robi, to dlaczego ja mam to robić? Więc dawanie przykładu poprzez osobiste zaangażowanie, czyli publikacje, przygotowanie treści będzie tutaj bardzo istotne. Oczywiście ja sobie zdaję z tego sprawę, że te rzeczy są czasochłonne i trzeba odpowiednio wyważyć, yy, ten stosunek pra-- ilości pracy do, yy, do efektu. O tym też trochę powiemy. Ale warunek jest jeden, drogi liderze. Jeżeli chcesz, żeby w twoim zespole, w twojej firmie social selling był traktowany poważnie i przynosił efekty, musisz dać przykład. Znowu, nie chodzi o to, żeby publikować te same treści, które publikują handlowcy. Do tego też dojdziemy. Ale chodzi o to, żeby pokazywać, yy, pewne zaangażowanie, regularność, dawać przykład, świecić przykładem. Być tym pierwszym, który, yy, te mosty przekracza To jest element wewnętrzny, czyli moje działania, które mają wpłynąć na to, co się dzieje wewnątrz organizacji. No i drugi element tej roli lidera to jest ta część zewnętrzna, czyli budowanie eksperckiego wizerunku firmy, chociażby. Znowu, to jest bardzo ważny element. Mm, budowanie własnego eksperckiego wizerunku może i powinno być połączone z budowaniem wizerunku firmy. Wiele badań, yy, związanych właśnie z budową marki mówi o tym, że kluczowym elementem rozpoznawalności firmy jako firmy eksperckiej jest to, że pracownicy, eksperci tej firmy są rozpoznawalni, są promowani, dzielą się wiedzą. Więc to też dotyczy liderów. Oczywiście ten zakres wiedzy, którą się dzielimy, będzie trochę inny i, yy, o tym za chwilę powiem. Bo pamiętajcie, proszę, że, yy, liderzy nie muszą, nawet nie powinni w dużym stopniu powielać tych przekazów, takich quasi, yy, sprzedażowych. Inna sprawa, że ja zachęcam również, yy, handlowców, żeby nie przesadzali z przekazem sprzedażowym na LinkedIn. Od tego są kolejne etapy tego procesu, yy, generowania czy ogrzewania leadów. Ale, yy, liderzy firm mają jeszcze inny obszar do zagospodarowania. Chociażby przyciąganie talentów. I znowu tu jest pewien paradoks. Yy, dobrze przygotowana strategia social sellingowa, nawet jeżeli jej podstawowym celem jest wyłącznie pozyskiwanie nowych klientów w dłuższej perspektywie, ona niejako jako skutek uboczny przynosi taki efekt, że pojawiają się-- pojawi się zainteresowanie ze strony, yy, talentów. Ja kilka razy już opowiadałem tą historię, ale myślę, że ona tutaj dobrze zobrazuje, co mam na myśli. Jakiś czas temu pomagałem w rekrutacji mojemu klientowi, który, yy, rekrutował programistę do działań, yy, marketing automation. Młody człowiek, programista dostał, yy, ofertę na pierwszym spotkaniu. Nie był szczególnie pod wrażeniem tej oferty, ale wiedział, że w tej firmie pracuje ekspert, guru od pewnego obszaru, yy, którym się ten młody programista też interesował. I on, yy, powiedział, że zgodzi się na tą, jego zdaniem niezbyt korzystną ofertę, pod warunkiem, że będzie pracował właśnie z tym ekspertem. Teraz druga część tej historii jest taka, że my właśnie tego eksperta, na którego powoływał się ten nasz, yy, kandydat, promowaliśmy, pokazywaliśmy go w różnych mediach, ko-konferencjach, właśnie między innymi na LinkedInie, po to, żeby dotrzeć do klientów. Czyli budowaliśmy tą eksperckość w oczach klientów. Okazało się, że to budowanie eksperckości przyniosło też dodatkowy efekt w postaci właśnie zainteresowania ze strony talentów. I to nie był odosobniony przypadek. I niedawno, kilka dni temu, też, yy, w jednym z wątków komentarzy na LinkedInie zupełnie ktoś inny, yy, podał bardzo podobny przykład bardzo podobnego zjawiska. Też, też, że działania social sellingowe przy-przyciągnęły uwagę talentów. Więc zamiast liczyć na skutek uboczny, liderzy powinni mieć świadomość tego, że promowanie przez nich Ich ekspertów, docenianie ich, pokazywanie ich publikacji, pokazywanie ich wystąpień, ich efektów ich pracy, wdrożeń i tak dalej, wp-wpływa też bardzo pozytywnie na postrzeganie nas jako miejsca pracy, nas jako firmy, jako dobrego miejsca pracy. W związku z tym przyciąga talenty. Moim zdaniem bardzo ważną rolą liderów jest też komunikowanie naszego środowiska, tej naszej firmy, naszego zespołu jako dobrego miejsca pracy. Właśnie w ten sposób, że doceniamy, promujemy naszych ekspertów, nasze już wewnętrzne talenty, bo to nie tylko będzie przyciągało klientów, którzy będą zainteresowani tą kompetencją, którą mają ci ludzie, ale też potencjalnych pracowników, którzy będą zainteresowani pracowaniem, pracą z tymi ludźmi i pozyskiwaniem tych, yy, tych kompetencji. Więc to jest bardzo ważny też element, czyli wsparcie działań employer brandingowych czy wręcz rekrutacyjnych. Trzeci element, który jest też bardzo istotny, to jest bycie pewnym głosem branży, yy, bo wiele branż, wiele, yy, obszarów działania, w wielu obszarach działania nie ma, yy, jakiegoś jednolitego głosu. Są oczywiście różne stowarzyszenia branżowe, yy, są takie branże, gdzie rzeczywiście ta, ten głos jest słyszalny. W wielu innych i to widzieliśmy na przykład przy pandemii, niektóre branże potrafiły świetnie lobbować, yy, nagłaśniać pewne problemy, inne nie miały takiej możliwości. Yy, moim zdaniem rolą liderów jest też budowanie swojego miejsca, szukanie swojego miejsca jako pewnego głosu branży, czyli dzieleniem się, yy, pewnymi spostrzeżeniami, problemami branżowymi, komentowanie pewnych zjawisk pozytywnych czy, czy, czy negatywnych, po to, żeby pokazywać, że my nie tylko dbamy o swoją firmę, ale też dbamy o środowisko, bo-- w jakim ta firma, yy, funkcjonuje. Czyli generow-generowanie takiego, yy, tego pozytywnego, profesjonalnego wizerunku wokół własnej, yy, własnej organizacji. Yy, pamiętajcie proszę, że, yy, to nie są działania, które, yy, wymagają jakichś szczególnych kompetencji. Każda-- większość osób, może nie wiem, czy każda, ale większość osób, która prowadzi przez kilka lat swoją firmę, zetknęła się z taką masą problemów i musiała taką masę problemów rozwiązywać, że spokojnie można się tym dzielić. Trzeba to umieć tylko robić, trzeba to robić w ó-- w odpowiedni sposób, żeby, no, dopasować się do specyfiki tego medium. Oczywiście za chwilę też trochę o tym, yy, powiem. I W tej części podzieliłem sobie, jak każdy mój podcast, na takie kilka części. Właśnie powiedzieliśmy sobie o roli lidera. Teraz powiem o tym, jak zachęcać liderów do ty-tych działań. Potem powiemy sobie o obiekcjach, dobrych praktykach i błędach. Wiecie, że moje podcasty zawsze mają taką strukturę wypunktowaną. Mam też mind mapę przed sobą. Jeżeli będziecie zainteresowani, to ją udostępnię. Tak, żeby mieć taką wizualną też, yy, ściągawkę z tego. Ale wracając do tego, tych zestawu argumentów o tym, jak zachęcić, mm, liderów do, do, do działania. Bo nie oszukujmy się, większość liderów wcale nie jest przekonana o tym, że To jest dobry pomysł. Yy, ja tutaj powiem w skrócie, a potem będę też odnosił się do obiekcji poszczególnych. Yy, moim zdaniem działania na LinkedIn, bo o nich tutaj, ee, rozmawiamy, mogą być świetnym, mm, świetną, yy, platformą budowania eksperckiego wizerunku firm, które do tej pory tego nie robiły. Ja mam taką specyfikę pracy, że pracuję w większości z organizacjami średniej wielkości, czyli około stu do trzystu osób zatrudnionych, jakiś powiedzmy, sto pięćdziesiąt, dwieście, trzysta milionów obrotu rocznego. To są często firmy, które wyrosły, yy, z jednoosobowych działalności. Liderzy tych firm ciągle je prowadzą. To są założyciele i oni te firmy rozwijali bez jakiegoś szczególnego pomysłu na działania marketingowe zazwyczaj. Mieli dobry produkt, mieli dużo samozaparcia, ogromną ilość, yy, pracy w to, w to włożyli i wielu z nich się to, yy, udało. Teraz wielu z nich odkrywa dopiero konieczność, yy, prowadzenia takich uporządkowanych działań marketingowych, ale gdzieś dopiero na końcu, nawet w ramach tych działań marketingowych, są działania wizerunkowe. Wielu z nich jest przekonane o tym, że do tego trzeba mieć wyspecjalizowaną agencję, poświęcić na to całą masę pieniędzy i nie do końca wiadomo, co z tego wyjdzie. Ja oczywiście, yy, bardzo często zachęcam te osoby do kontaktu z agencjami PR-owymi, bo to są ludzie, którzy naprawdę się na tym znają. Ale właśnie nawet w ramach tych działań PR-owych, yy, często w rekomendacjach widzę zwiększone zaangażowanie w publikacje chociażby na, na LinkedIn. Ja zauważyłem coś takiego, że, yy, takie mądre podejście do publikowania na LinkedIn, czyli regularne pokazywanie, yy, nie tylko firmy, ale i b-- branży, tłumaczenie pewnych zjawisk, które dla klientów są istotne, żeby oni docenili na przykład wartość pewnego typu rozwiązań, yy, sprawia, że dosyć szybko widzimy wymierne efekty, chociażby w postaci dostępu do mediów. Ja wielokrotnie za-- widziałem takie przykłady w-- wśród moich klientów, ale też wśród osób, z którymi rozmawiam, że jakaś wypowiedź, dobrze skonstruowana, była podchwycona przez media. Często, yy, potem, yy, ta osoba była cytowana przez, yy, media, yy, tradycyjne. Zresztą, już nie będę tutaj wymieniał z nazwisk, ale są tacy liderzy, bo to nie jest tak, że nikt sobie z tym dobrze nie radzi. Są bardzo fajne przykłady ludzi, którzy, yy, generalnie brylują w mediach tradycyjnych, po części właśnie dlatego, że zostali odkryci, mm, w mediach na Li-- na LinkedInie, czyli ich wypowiedzi zostały podchwycone. Dziennikarze się zorientowali, że to są ludzie, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia, a dla dziennikarza to jest złoto. Osoba, która potrafi coś dobrze napisać, ma jakąś pozycję, ma jakieś doświadczenie i można tą treść wykorzystać w swoim, w swojej publikacji, jeszcze mówiąc kolokwialnie, za to wziąć wierszówkę. Więc, yy, nie-- można się dać odkryć mediom. Widziałem wielokrotnie takie przypadki. Zresztą podobny, yy, mechanizm działa też w przypadku konferencji różnego rodzaju. Yy, kilku moich klientów, yy, donosiło mi, że po właśnie kilku tygodniach czy kilku raczej miesiącach pracy właśnie w, z takimi, yy, treściami właśnie bardziej eksperckimi, budowaniem tego wizerunku ex, ym, naszych liderów jako, jako ekspertów, można nazwać, powiedzieć komunikowanie, bo oni często już byli ekspertami, tylko tego nie komunikowali, yy, dostali zaproszenia na konferencję, ale nie w tej części dla sponsorów, tylko w części dla ekspertów. My się śmiejemy, że w tej części przedpołudniowej, jeszcze przed obiadem, bo po, po obiedzie często właśnie są te sloty dla, dla sponsorów, na które wiele osób już nie zostaje. Więc bycie widocznym z przekazem, yy, istotnym dla odbiorców, niekoniecznie z przekazem produktowym, yy, w przypadku liderów oznacza wejście też w świat mediów, w świat, yy, właśnie PR-u, czyli tej, yy, dostajemy do dyspozycji platformy, za które inaczej musielibyśmy dosyć dużo płacić. Więc to, to jest opłacalna, yy, praca. Te, yy, mechanizmy, te platformy typu właśnie media czy konferencje potrafią nam dostarczyć naprawdę ciekawych odbiorców, którzy często potem konwertują na naszych klientów. Ym Kolejny, yy, element to jest budowanie jakościowej sieci kontaktów. Wielu, yy, przedsiębiorców doskonale sobie zdaje z tego sprawę, jak ważny jest networking, jak ważne są te kontakty, które mamy, dobre relacje. I oczywiście nic nie zastąpi takiej relacji osobistej, kiedy już znamy się z kimś, często współpracujemy przez lata. Ale, no w jakiś sposób te relacje trzeba nawiązywać. Jeżeli właśnie jesteśmy widoczni jako osoba, która ma jakąś wiedzę, coś ciekawego do powiedzenia, jest przydatna, jest pomocna, yy, a często jeszcze właśnie potem jest już w konsekwencji tego zapraszana na różnego rodzaju konferencje, spotkania. Yy, udziela się w mediach, w różnych, yy, panelach dyskusyjnych. To mamy świetną okazję do budowania networku z osobami, których inaczej byśmy nie poznali, bo być może nie było takiej, yy, okazji. No i właśnie to jest, yy, to, to jest powód tego, dla którego, dlaczego często szefowie firm, ludzie niesamowicie zajęci, pojawiają się na różnego rodzaju konferencjach. Nawet nie te prelekcje czy te wystąpienia, które czasami oni już znają, a czasami mogliby coś jeszcze mądrzejszego powiedzieć niż ci występujący, ale właśnie to, że tam będą ludzie, z którymi normalnie by się nie spotkali, a będą mogli nawiązać tą nieformalną, yy, więź. A jeżeli jeszcze ci ludzie już nas wcześniej kojarzą z naszych ciekawych, mądrych wypowiedzi na LinkedIn, no to taka szansa na zbudowanie, pozyskanie kolejnych ciekawych kontaktów, które oczywiście potem przekładają się w jakiś sposób na działania biznesowe, jest o wiele większa. Bardzo ważny element i LinkedIn jest tu świetnym narzędziem. Został zaprojektowany wręcz do tworzenia tego networku. Oczywiście wiadomo, że musimy ten network potem, yy, potem pogłębiać. Więc te elementy, o których wspomniałem, myślę, że mogą być ciekawymi argumentami, yy, do tego, żeby zachęcić naszych liderów do, yy, udzielania się, yy, do większej aktywności w mediach społecznościowych. Pamiętajcie też, że wspomniałem już wcześniej o kilku dodatkowych, czyli byciem przykładem dla handlowców, przyciąganie talentów. Yy, no i właśnie ten, to budowanie eksperckiego wizerunku całej organizacji. No to powiedzmy sobie teraz trochę o obiekcjach, bo to też będzie okazja do tego, żeby jeszcze uzupełnić te argumenty, dlaczego warto. Bo ja oczywiście z tymi obiekcjami będę, yy, dyskutował, będę starał się je w jakiś sposób obalić. Yy, część z nich to są moje doświadczenia osobiste z rozmów z wieloma liderami. Pamiętam Kiedyś taką rozmowę, jechałem w aucie, odebrałem telefon, po drugiej stronie jeden z szefów dużej firmy HR-owej. Ktoś polecił mu moją osobę jako właśnie osobę, która może pomóc w tych działaniach osobistych brandingowych. Ale pierwsze zdanie w zasadzie tej osoby było takie: „Wie pan, panie Łukaszu, ale ja nie jestem ekshibicjonistą. Ja się nie lubię uzewnętrzniać. Ja nie wiem, czy to jest dobry pomysł, żeby ludzie wiedzieli, co ja jadłem na śniadanie i gdzie ja aktualnie jestem”. To jest właśnie ta pierwsza obiekcja. Wiele osób postrzega media społecznościowe jako taką przestrzeń do ekshibicjonizmu. Tak nie musi być. Wręcz ja zachęcam klientów, żeby nie myśleli w ogóle w tych kategoriach o obecności, szczególnie na LinkedInie, a podchodzili bardzo świadomie do tego, co publikują. Nie ma żadnej konieczności, żeby nasi odbiorcy znali nasze... detale naszego życia prywatnego, wiedzieli, gdzie jesteśmy na wakacjach i gdzie przebywamy akurat, czy w jakiej restauracji jemy, jemy obiad. To nie jest konieczne. W innych odcinkach tego podcastu mówię o tym, jak planować tą ekspercką markę osobistą. Tutaj tylko w skrócie powiem, że skuteczną metodą budowania zauważalności swojej widoczności w mediach społecznościowych jest ograniczenie tematów, na które się wypowiadamy, po to, żeby było to poczucie spójności. I w moim przypadku Ja zazwyczaj nie angażuję się w, yy, rozmowy czy w publikacje inne niż na temat marketingu B2B, social sellingu czy marketing automation. To jest moja domena. Z tą domeną chcę być kojarzony. Z minimalnym wyjątkiem, yy, który teraz nastąpił w, yy, związku z, mm, wojną na Ukrainie, ponieważ nagrywam ten podcast, yy, na początku kwietnia dwa tysiące dwadzieścia dwa. Yy, i tutaj rzeczywiście zrobiłem po raz pierwszy wyjątek i zacząłem, mm, trochę udostępniać informacji o metodach wsparcia, yy, Ukraińców, ale to jest, yy, absolutny wyjątek. Myślę, że długo to się nie powtórzy. Mam nadzieję, że nie będzie okazji, żeby się tego typu wyjątki powtarzały. Więc my musimy się skupić na tym, co tak naprawdę mamy do przekazania, po to, żeby nie rozpraszać naszych odbiorców. Więc właśnie te wszystkie prywatne wrzutki, moim zdaniem, to jest element rozproszenia, których trzeba po prostu unikać. Czyli wręcz przeciwnie, nie trzeba być ekshibicjonistą. Ekshibicjonizm moim zdaniem nawet trochę przeszkadza w tych działaniach, ponieważ będzie nas skłaniał do tego, żebyśmy zbyt dużo publikowali treści, które mogą być nie, yy, niespójne, niezwiązane z tym, co robimy. Drugi element „Nie mam czasu. Panie Łukaszu, ale to jest, yy, no ja się tym nie zajmę. Być może ktoś to za mnie zrobi”. No i tu jest właśnie pierwsza, pierwsza pułapka. Trzeba bardzo uważać na tą skłonność do delegacji, bo, yy, pamiętajcie proszę, że LinkedIn jest medium jednak społecznościowym, czyli osobistym. Czyli my chcemy jako odbiorcy tych komunikatów wiedzieć, że za tym stoi człowiek, a nie jakiś zespół PR-owy. I oczywiście zespoły PR-owe mają bardzo dużo do zrobienia w takich działaniach, ale nie powinniśmy odcinać naszych liderów od LinkedIna. Oni nie mogą być, yy, sztucznym, sztuczną postacią na tym LinkedInie. LinkedIn jest medium dwukierunkowym. Ktoś może skomentować naszą wypowiedź, ktoś może o coś zapytać. I co wtedy? No i wtedy trzeba czekać dwa czy trzy dni, aż pan prezes czy pani prezes będzie obecna. Więc, yy, moja-- oczywiście to jest pewna, pewne spektrum, no bo jeżeli dużo publikujemy i chcemy dużo publikować, często publikować, no to wtedy jest sporo okazji do, do tych interakcji. Więc moja, yy, porada jest taka: raczej mniej publikować regularnie, czyli na przykład raz na tydzień i być gotowym na to, żeby poświęcić te kilkanaście minut na odpowiedzi na komentarze, niż Udawać publikującego często rękami swoich PR-owców czy agencji i potem dostawać komentarze w postaci tego, że tam z tyłu to jest jakiś pewnie sztuczny twór, a nie prawdziwy prezes. Tutaj bardzo pozytywnym przykładem jest Rafał Brzoska czy Michał Sadowski. No, to są już takie ekstremalne przykłady, ale oni rzeczywiście, yy, ja zdaję sobie sprawę, jak mają wielkie sieci followerów, jak wiele osób się z nimi kontaktuje i bardzo często w dosyć krótkim czasie dostają te osoby odpowiedzi. Oczywiście nie zawsze i nie na każdą, nie każdą zaczepkę trzeba reagować, ale warto jest pamiętać o tym, że jeżeli chcę być obecny w mediach społecznościowych, to muszę też mieć przestrzeń przynajmniej te kilkanaście minut dziennie, żeby na te komentarze odpowiadać, bo inaczej po prostu będziemy nieautentyczni. I bardzo często właśnie też ta informacja: „Nie mam czasu. Może by ktoś za mnie to zrobił?” wynika z tego, że trochę nie doceniamy tych rzeczy. Znaczy general-generalnie dla mnie argument „Nie mam czasu” oznacza zupełnie coś innego. „Nie widzę wartości”. Więc jeżeli I wasi liderzy mówią: „Ja nie mam czasu tego robić”. To, to nie jest kwestia czasu. To jest kwestia tego, że jeszcze nie widzą sensu tego robić. Więc trzeba pracować nie nad czasem tych osób, tylko nad tym, żeby te osoby rzeczywiście widziały sens działania, efekty tego typu działań. Pokazać dobre przykłady, benchmarki, właśnie takie best practice, które sprawią, że te osoby zobaczą, że może i ja bym zaczął, zaczęła to robić. Trzeci argument jest taki, że te osoby mówią: „Ja nie umiem pisać, to jest, yy, nie moja kompetencja”. I znowu tutaj rzeczywiście można się podeprzeć, yy, pomocą czy to copywritera, czy to kogoś, kto umie przelewać myśli. Ale znowu podkreślam, to muszą być nasze myśli. Jeżeli rzeczywiście aż tak bardzo mamy duży problem z pisaniem, że nie wiem, boimy się, że będziemy robili potężne literówki czy coś takiego, można rzeczywiście oddać to komuś do sprawdzenia czy do redakcji, ale pamiętajcie proszę, niech to będzie redakcja, a nie opracowywanie tego, yy, za nas. Jest taka też, yy, wymówka, która brzmi dziwnie, ale jest bardzo istotna. Wiele osób mówi, że: „To jest takie trochę niepoważne. Ja nie, nie jestem żadnym influencerem, celebrytą, szafiarką, żeby się tutaj lansować”. Z takim, z taką emfazą często słyszę to słowo „lansować”. No i, i rzeczywiście trochę tak jest, że, no nie chcemy być jako ludzie poważni, prowadzący poważne firmy, traktowani jak influencerzy, celebryci, prawda? Bo to odbiera powagę też naszej mar-mar-marce. No, tutaj zawsze warto pokazać też tych, te osoby, które są poważnymi liderami, a na LinkedInie są, czyli na przykład Bill Gates. Yy, ja też bardzo lubię twórczość czy postawę Richarda Bransona, ale to on ma specyficzną bardzo osobowość. To jest taki zbuntowany ciągle młodzieniec w ciele już dojrzałego mężczyzny. Ale Bill Gates, który jest introwertykiem, takim trochę molem książkowym, a jednocześnie miliarderem, filantropem, znajduje czas na to, żeby zaznaczyć swoją obecność. Oczywiście on ma bardzo konkretny, spójny, yy, spójną agendę. W tej chwili skupia się na pewnych problemach społecznych, które omawia. I, i tak też można. Można w sposób poważny, yy, na LinkedInie funkcjonować. Więc niekoniecznie to musi oznaczać, że jesteśmy niepoważni. Też jest też druga strona tego, tej, tej, tej postawy. Nie musimy Udawać niepoważnych. Ja często teraz, yy, słyszę taką, taki, taką, mm, takie pytanie, czy dałoby się zrobić takie śmieszne filmiki na tym LinkedInie, coś takiego śmiesznego, bo to ludzie dobrze reagują. Moi drodzy, jeżeli ktoś uważa, że ś-- robienie śmiesznych filmików na LinkedInie jest proste, to muszę was zmartwić. To jest dużo trudniejsze niż robienie nieśmiesznych filmików. Mm, zazwyczaj te śmieszne filmiki wychodzą żałośnie, jeżeli nie są dobrze przygotowane. Oczywiście wiele, wielu z nas zna profil Hejterzy, postać Jasona. Yy, natomiast moi drodzy, to nie jest tak, że panowie sobie stawiają kamerkę, yy, piją sobie piwko i nagrywają w tak zwanym międzyczasie te materiały wideo. To jest w tej chwili już praca całej ekipy. Planowanie, yy, i tak dalej. Wtedy dopiero te filmy, mimo że są, może dlatego, że są śmieszne, są też atrakcyjne, ale one są dobrane do specyfiki grupy docelowej. Akurat w przypadku hejterów grupą docelową są kandydaci do pracy. W związku z tym ten język jest taki rubaszny, bo jest specyficzny dla, yy, dla, dla tej, dla tej, dla tej właśnie grupy. Do nich to dociera. Więc nie warto też naśladować tym, którzy są śmieszni na LinkedInie, bo zazwyczaj to, że oni są śmieszni i że się z nich śmiejemy, jest naprawdę efektem ciężkiej pracy, a nie przypadku. Yy, to, że ktoś umie opowiadać dobre dowcipy na imprezie, wcale nie oznacza, że nagra śmieszny filmik, który nie będzie żenujący. Więc ostrożnie ze śmiesznymi filmikami. Ostrożnie też z drugiej strony z obawą, że, że ja się stanę niepoważny, jeżeli będę cokolwiek publikował. Można budować poważny, profesjonalny wizerunek lidera firmy i samej firmy, dzieląc się treściami poważnymi, ważnymi. Mm, związane z tym, yy, poprzednią obiekcją niepoważności jest też taka obiekcja próżności. „Wiem, ja, ja nie lubię tej, tego, takiego chwalenia się, tej próżności, że co to ja jestem najlepsza, moja firma” i tak dalej. Yy, ja to sobie cenię bardzo, że taką pewną skromność. Ale też proszę pamiętać o tym, że, yy, pokazywanie swoich zalet, zalet swojej firmy czy zalet swoich pracowników to nie jest próżność. To jest obowiązek lidera. To jest nasza praca. Taką mamy pracę, że płacą nam — czy sami sobie płacimy, jeżeli są zyski — yy, za to, żeby ta firma była widoczna i to widoczna w odpowiedni sposób. Więc, yy, warto jest odrzucić czasami taką, yy, można powiedzieć, nadmierną skromność i Mówić o firmie. Ale znowu właśnie często ta próżność siebie, to poczucie próżności się bierze stąd, że my widzimy innych, którzy rzeczywiście polegają na tak zwanych chwali postach. Jesteśmy najlepsi, najfajniejsi i mamy fajne wyjazdy integracyjne i tak dalej. Rzeczywiście to, yy, jest próżność, więc ja, yy, często podpowiadam właśnie liderom czy komukolwiek, kto cokolwiek publikuje na LinkedInie: zanim wciśnisz, wciśniesz guzik „publikuj”, to zadaj sobie pytanie, czytając już ten swój post. I to pytanie jest bardzo proste: i co z tego? I co z tego wynika dla mojego odbiorcy? Często podaję przykład takiego chwalenia się różnymi egzotycznymi wyjazdami na konferencje. „Hej, pozdrawiamy z konferencji w Abu Dhabi”. No okej, ale co z tego dla mnie wynika, poza tym, że wiem, że teraz jesteś w Abu Dhabi i być może nie ma cię w firmie? Gdybym był złodziejem, to może bym miał tutaj-- wprowadził cię na, do planu mojej pracy. Yy, jest taka, była taka strona kiedyś pleaserobme.com, gdzie właśnie agregowano te informacje o tym, że ktoś wyjechał. No to może jest jakiś powód, żeby taką informację udostępniać, ale zupełnie poważnie mówiąc, no nie niesie to żadnej wartości, oprócz tego, że pochwaliliśmy się, że jesteśmy na ekskluzywnej konferencji. Ale być może warto napisać o tym, czy na taką konferencję warto się wybrać. Być może była jakaś ciekawa prezentacja, być może była jakaś ciekawa oferta, jakaś ciekawa firma tam prezentowana. Dajmy coś, co oprócz tego chwalenia się będzie wartością dla tych, którzy te nasze posty, yy, czytają. Kolejny argument. Mm, my jesteśmy na tyle mocną marką, tak bardzo, yy, klienci nas polecają, że my w zasadzie tego typu promocji nie potrzebujemy. I ja bardzo często słyszę, ciągle jeszcze słyszę te argumenty, mimo że wydaje mi się, że to już jest, jest początek dwudziestego pierwszego wieku. Yy, to jest parafraza tego: „Dobry produkt nie potrzebuje reklamy”, tak jak kiedyś się mówiło. Yy, i tu jest podobnie. Nasza firma nie potrzebuje tego typu, yy, działania. My sobie bez tego poradzimy. Oczywiście, poradzicie sobie tak, jak biegacz może sobie poradzić bez jakiejś ilości wody w trakcie półmaratonu czy maratonu. Tylko ci, którzy z tej wody korzystają, po prostu biegną szybciej i mniej cierpią. Tu jest podobnie. Yy, oczywiście, że to nie jest niezbędne, żeby przetrwać, ale ci, którzy to robią dobrze, będą od was lepsi. Po prostu. Z tego powodu. Być może mają gorszy produkt, ale mogą-- może się okazać, że właśnie to oni będą zapraszani na te konferencje. To oni będą w tych mediach brylować, a nie wy. Mimo tego, że produkt macie lepszy. Warto o tym pomyśleć, bo ciągle jeszcze pokutuje takie przekonanie, że my nie musimy się poniżać do tego typu działania. Nie, to nie jest poniżające. To jest obowiązek każdego lidera, żeby swoją firmę, swoich pracowników pokazywać w mediach, w miejscach, gdzie są nasi potencjalni odbiorcy. I ostatnia taka obiekcja albo takie trochę nieporozumienie, yy, jest takie, że to jest zadanie działu PR, marketingu. To nie jest moje zadanie. I ja jestem szefem firmy, ja mam inne rzeczy na głowie. Po to zatrudniłem marketi-marketingowców, żeby to, to robili. To jest prawda. Natomiast żaden marketer nie zastąpi głosu lidera. On może nawet napisać, yy, fajne przemówienie, fajny post na LinkedIn, tylko to nie będzie autentyczne. A wiem, co mówię, bo kiedyś tym się zajmowałem. I potem zdarzyła się sytuacja, że jeden z liderów, który właśnie takie przemówienia ode mnie dostawał, prezentacje, nie do końca wiedział, jak skomentować pytanie, które dotyczyło tej prezentacji. I od tej pory się nauczyliśmy, że trzeba do tego trochę inaczej podejść. To było dawno i ten lider świetnie sobie poradził potem już, yy, z tą zmianą, ale do-- generalnie wtedy się nauczyłem, że to nie do końca jest dobry pomysł. Więc oczywiście zadaniem działu PR jest przygotowanie, yy, strategii czy, czy współprzygotowanie strategii, zapewnienie zasobów, zapewnienie narzędzi, yy, często wyprodukowanie tych treści. Ale pamiętajcie, proszę, ci ludzie często nie mają tego poczucia, tego doświadczenia, yy, tej, tej wiedzy czy tych, tych, tych pomysłów, które my-- wy macie wy jako liderzy i oni nie, nie będą w stanie takim autentycznym głosem, yy, przemawiać, jak, jak wy jako liderzy. Warto jest, yy Dać sobie takie zadanie właśnie, żeby pokazywać też głos tego tak zwanego leadershipu, czyli tych ludzi, którzy odpowiadają za te firmy nawet po to, żeby gdzieś łączyć siły w ramach branży, w ramach jakichś, yy, grup, które są potem na przykład, nie wiem, yy, przydatne w nacisku na, yy, organy regulacyjne, żeby pewne nasze potrzeby też były w, chociażby w prawie realizowane. Z drugiej strony też pamiętajcie, proszę, żeby nie outsourcować tych działań, bo po drugiem, no, są dwa podejścia, tak? Że nie robię tych działań, bo to jest działanie za, yy, działanie działu marketingu. Czyli nie włączam się jako lider w działania social sellingowe, obecność na LinkedInie czy w me-mediach społecznościowych, ponieważ to jest zadanie działu PR. I drugia, drugie podejście wynikające z tego samego przekonania, czyli, yy, zróbmy tak, żeby to oni robili, a wyglądało jak ja. No i to jest właśnie ten outsourcing, o którym wspomniałem. Pamiętajcie jest takie powiedzenie, nie pamiętam, kto go sformułował, ale z takim anglicyzmem: „Core biznesu się nie outsourcuje”. To znaczy głównej działalności się nie oddaje na zewnątrz. I jeżeli moją główną działalnością jest budowanie wizerunku firmy, a tak jest w przypadku liderów, niezależnie od tego, ilu mam PR-owców na pokładzie, to ode mnie bardzo dużo zależy w kwestii wizerunku. To nie powinienem, yy, zrzucać tego, delegować tego niżej. Ewentualnie powinienem zaprojektować system wsparcia dla moich działań wizerunkowych tak, żeby one były widoczne, odpowiednio promowane, podbijane, na pewnej jakości produkcyjnej też, yy, re-realizowane. Więc nie zlecajmy tego działom PR. Nie zrzucajmy tego, bo oczywiście zlecać wsparcie można, ale pomysł, yy, to, o czym mówimy, jak mówimy, jaki ton nadajemy. Dużo tutaj, yy, leży po stronie właśnie liderów. No i tak, yy, idąc trochę już pod koniec, czyli w tym piątym punkcie, kilka dobrych praktyk, które przedstawiam, żeby te działania nie były zbyt czasochłonne też, bo zdajemy sobie sprawę z tego, że to jest bardzo, może być bardzo obciążające. No przede wszystkim warto jest wypracować ze, właśnie z działem PR czy z działem marketingu plan publikacji, czyli, yy, widzieć to, co też inni publikują, jakie tematy podejmuje nasz dział marketingu, jak, jak produkty są pokazywane, jak oferta jest pokazywana i nałożyć na to niejako nasze pomysły na publikacje. Załóżmy, że zbliża się jakaś konferencja, na przykład, nie wiem, doroczna konferencja, nie wiem, premiera produktu, więc warto jest pomyśleć sobie o tym, jak ja jako lider w tym kontekście mogę, yy, nawiązać w jakiś sposób do tego, co wypracowujemy jako organizacja. Być może połączyć to z informacją o produkcie, być może zostawić to bez takiego bezpośredniego łącznika, ale ważne jest to, żeby, no, żeby to było spójne. Ten, ten plan publikacji. Yy, wtedy też łatwiej jest mi to zlecić, yy, w sensie produkcyjnym, zapewnić, że na czas pojawią się, nie wiem, obrazki czy jakieś materiały wideo. Jeżeli je przygotowujemy I to łatwiej jest tym generalnie, yy, zarządzić. Oprócz publikacji ja też bardzo zachęcam do tego, żeby obserwować ciekawe osoby, ludzi, którzy, których cenimy ze względu na ich, yy, wiedzę, na ich kompetencje, ale też szczególnie na początku tych działań, ze względu na to, jak oni sobie radzą na LinkedInie. I właśnie takie, yy, postaci, chociażby jak Bill Gates, yy, czy na przykład z polskiego, ym, z pr- z polskiego podwórka pan Przemysław Gdański, yy, to są osoby, które świetnie sobie radzą jako liderzy na LinkedIn. Yy, często bardzo w taki sposób autentyczny się wypowiadają na wiele, na wiele, yy, tematów i mają z tego też konkretne korzyści, co tu dużo gadać. Robią to w sposób, jak każdy menedżer. Analizują koszty i korzyści. I zazwyczaj ten rachunek jest bardzo na korzyść właśnie tych, yy, korzyści. Plan publikacji, o którym wspomniałem w pierwszym punkcie, służy też temu, żebyśmy, yy, utrzymywali pewną spójność tematyczną i regularność. Spójność tematyczna to s-- to jest właśnie to, żebyśmy się nie rozpraszali na trzydzieści różnych zagadnień, tylko pamiętali o tym, że wypracowujemy w ten sposób. Każda kolejna publikacja albo ułatwia naszym odbiorcom budowanie jakiegoś konkretnego skojarzenia z naszą osobą albo naszą firmą, albo utrudnia. Czyli jeżeli ja publikuję na podobne tematy, omawiam podobne zagadnienia, za każdym razem trochę inaczej, to ja tą spójność tematyczną buduję. Jeżeli natomiast Lawiruję pomiędzy polityką, kwestiami obyczajowymi, yy, plotkowaniem, yy, hobby, gadżetami, yy, chwaleniem się i tym, co robi moja firma. To tak naprawdę bardzo utrudnia zbudowanie tego skojarzenia. A to jest jedyny sposób na to, żeby przebić się przez szum informacyjny, czyli bycie spójnym tematycznie i w miarę regularnym. Ja z doświadczenia doradzam takie minimum raz w tygodniu publikacji. Jeżeli te publikacje są rzadsze, yy, już dużo trudniej jest się przebić przez ten szum informacyjny. Oczywiście powstaje kwestia jakości. Jeżeli mamy naprawdę unikatowy, bardzo wartościowy content, yy, nasza perspektywa jest naprawdę ciekawa, to, to może się udać. Natomiast generalnie celowałbym w taką publikację raz w tygodniu. To nie muszą być jakieś wielkie, yy, elaboraty, to mogą być często, yy, celne, spójne punkty po to właśnie, żeby pobudzić do myślenia, pokazać jakąś perspektywę, zwrócić uwagę naszych odbiorców na jakiś obszar, na jakieś zagadnienie albo, yy, albo jakiś problem, którym, z którymi się borykamy jako branża albo jako, mm, jako odbiorca, jako, jako społeczność. I ważne jest też to, żeby zadbać o pewne takie szczegóły, powiedziałbym taktyczne. Na przykład oznaczanie, czyli w każdym poście, jeżeli przed czyimś nazwiskiem czy nazwą firmy dodamy tą, ten znacznik „at”, tak zwaną małpkę, to wtedy możemy oznaczyć, yy, tą firmę albo tą osobę. Ta osoba się o tym dowiaduje, czyli jest powiadomiona przez LinkedIna, że ktoś ją oznaczył w publikacji. To można wykorzystać na wiele sposobów, ale ja polecam szczególnie liderom to, żeby, yy, chwaląc, doceniając swoich pracowników zawsze ich oznaczali. Czyli jeżeli na przykład mamy jakąś ciekawą publikację, ciekawy projekt, jakieś osiągnięcie naszego, naszych pracowników, warto ich oznaczyć właśnie tak, żeby oni też widzieli, że prezes, dyrektor, mm, i oznaczył tę osobę. To bardzo pozytywnie wpływa zazwyczaj na samopoczucie tej osoby, ale też i jest dobrze odbierane przez społeczność, szczególnie właśnie osób, które, którzy być może zastanawiają się, czy nie złożyć aplikacji do nas. Podobnie jest też z klientami. Myśmy kiedyś prowadzili takie projekty, w których nasi klienci, yy, przedstawiali swoich klientów, czyli, yy, chwalili ich, pokazywali ich ofertę, generalnie chwaląc też siebie, że mają takich fajnych klientów. Czyli taka, wiecie, takie chwalenie siebie przez chwalenie klientów. Ale to było bardzo, yy, takie bardzo przyjemne, bo oni po prostu przedstawiali, yy, swoich swoim odbiorcom, swoich-- swoim potencjalnym klientom, tych klientów, którzy już, yy, zdecydowali się na współpracę. Takie krótkie, yy, dossier razem z jakąś grafiką, czasami z jakimś wideo. To było bardzo pozytywnie odebrane nie tylko przez tych chwalonych klientów, ale też przez tych, którzy te komunikaty dostawali. Zresztą zdarzały się sytuacje, że oni potem wchodzili w jakąś tam kooperację. Więc oznaczanie klientów, oznaczanie ekspertów zewnętrznych. Jeżeli mamy jakieś ciekawą wypowiedź branżową i być może chcielibyśmy, żeby do tej, do tej dyskusji dołączył ktoś, kto ma wiedzę branżową właśnie, a jest na zewnątrz, jest ekspertem niezależnym. Warto taką osobę oznaczyć. Oczywiście tutaj zawsze trzeba pamiętać o tym, żeby to nie było takie wywoływanie do tablicy, bo czasami tak jest to, jest to odbierane. Jeżeli chcemy to zrobić, no to czasami można nawet zapytać w wiadomości prywatnej. Yy, a jeżeli nie możemy tego zrobić, to zróbmy to w taki sposób, żeby ta osoba nie czuła się zobowiązana do udzielenia, yy, odpowiedzi. Yy, po podobnym mechanizmie może też oznaczać media. Na przykład, jeżeli dyskutujemy nad jakimś ważnym, yy, zagadnieniem, to czasami warto zwrócić uwagę konkretnego dziennikarza czy konkretnych dziennikarzy, albo konkretnej, konkretnego wydawnictwa na to zagadnienie, bo może się okazać, że oni się tym zainteresują i ten temat wyjdzie poza sieć społecznościową, pojawi się w mediach tradycyjnych, a to zazwyczaj działa bardzo na korzyść tego typu, yy, dyskusjom. No, ja widziałem też takie sytuacje, kiedy oznaczano polityków, którzy są obecni na LinkedIn. To właśnie były dyskusje à propos różnych regulacji branżowych, zjawisk mniej lub bardziej pozytywnych dla całej branży. Ci politycy byli oznaczani, więc przynajmniej wiemy, że jeżeli są aktywni w tych mediach społecznościowych, a wielu z nich jest aktywnych, no to przynajmniej dowiedzieli się o tym, że taka dyskusja jest. Zresztą niektórzy z nich, yy, odnosili się do tej dyskusji. W jakiś sposób starali się, yy, komentować te, te działania. Więc warto jest nawet na takim poziomie Właśnie taktycznym. Przypilnować tego, tych oznaczeń, bo to będzie oznaczało, że my, yy, wychodzimy z tym naszym komunikatem do konkretnych osób. Właśnie pracownicy będą sobie to bardzo cenić. Klienci mogą też, yy, odebrać to jako bardzo pozytywny element, jeżeli ich na przykład w ten sposób chwalimy, a eksperci mogą, yy, włączyć się do, do dyskusji. Więc pamiętajcie o tych dobrych praktykach. No i na koniec zostawiłem sobie błędy, które, których trzeba unikać, mówiąc krótko. Po pierwsze brak regularności, czyli słomiany zapał. To można zminimalizować mając plan publikacji. Czyli jeżeli mamy pomysł na kilka publikacji, yy, na kilka kolejnych tygodni czy miesięcy, no to jest duże prawdopodobieństwo, że utrzymamy pewną regularność, mimo cięższych czasami okresów, kiedy nie możemy publikować, mamy już coś gotowego do, do, do przygotowania. Podobnie ta spójność. Jeżeli, yy, chcemy, żeby, yy, przebijać się przez ten szum informacyjny, musimy zadbać o to, żeby komunikować, yy, no zamkniętą liczbę zagadnień czy problemów. Inaczej nie zbudujemy wyraźnego skojarzenia naszej marki osobistej z jakimś zagadnieniem czy naszej, naszej marki, yy, firmowej. Kolejny błąd — powielanie tego, co piszą handlowcy. Yy, handlowcy są skupieni na tym, żeby pozyskiwać klientów w sposób taktyczny. Oni mają za-zamykać sprzedaż. My jako liderzy oczywiście też chętnie pomagamy naszym handlowcom, ale powinniśmy być skupieni na tym, żeby budować też wizerunek firmy, docierać też nie tylko do odbiorców naszych produktów, ale też do, do ich szefów, do, yy, budować pewną społeczność. Nie musimy, nie warto kopiować tylko tego, co robią handlowcy. Oczywiście raz na jakiś czas można pokazać, szczególnie kiedy, nie wiem, produkt ma nową wersję, jest premiera i tak dalej. Wtedy oczywiście tak, ale to nie powinna być kopia, yy, tego przekazu handlowców. Dlatego warto jest też pracować z działem PR-u czy marketingu, żeby przygotować sobie trochę inną linię komunikacji, żeby to rzeczywiście trochę było na innym poziomie niż to, co publikują nasi handlowcy. Każda rola ma swoją specyfikę w komunikacji. Yy, kolejny błąd. Taka, takie przepychanie, takie tylko udostępnianie. Czasem widzę właśnie szefów firm, którzy robią tylko forwardy. Analizuję sobie, yy, ich zachowania i widzę, że tam nie ma żadnego posta opublikowanego przez tego lidera, tylko jest like, forward, like, forward. No to w zasadzie nie buduje żadnego wizerunku. Po prostu nie wiadomo, co to znaczy, poza tym, że ktoś coś przesłał. Jeżeli chcemy w jakiś sposób zaistnieć, to musimy mówić swoim głosem, a nie tylko być tym, który przepycha dalej pewne, em, komunikaty. Właśnie kolejny błąd, już bardzo związany z tym, to jest ten outsourcing, o którym powiedziałem. Nie oddajcie, nie uzależniajcie się od agencji, od swoich PR-owców. Oczywiście oni mogą bardzo pomóc w produkcji tych treści, w zapewnieniu regularności, w wsparciu, w różnych, yy, takich mechanizmach, jak zwiększyć widoczność tych publikacji. Ale pomysł, ten przekaz, ton musi być nasz, musi być autentyczny. Inaczej to nie będzie budowało naszego wizerunku, a może doprowadzić do sytuacji, kiedy ktoś nas za-zapyta o jakąś publikację, o której my nie wiemy, bo, yy, bo nie byliśmy zaangażowani w jej tworzenie. No i sytuacja bardzo kłopotliwa. A jak wam wspomniałem, miałem okazję taką ob-- sytuację, yy, obserwować. Mm, niektórzy liderzy, yy, szczególnie ci znani z takiego ciętego języka, mają taką tendencję, żeby, yy, budować zaangażowanie na bazie kontrowersji I, i ja wam powiem, że to się nie opłaca. To znaczy to się opłaca w lajkach. Widzimy to zaangażowanie, widzimy dużo komentarzy, bo kontrowersja zawsze polaryzuje. Zawsze jest ktoś, kto się zgadza, nie zgadza, bardzo zgadza, bardzo nie zgadza i dajemy upust tym swoim, tym swoim, yy, opiniom. Ale biznesowo nieszczególnie jest to warte, ponieważ, yy, bardzo często w-- my widzimy już tylko jakieś końcówki tych wątków tematycznych. Często kończy się to bardzo du-- taką-- dużymi negatywnymi emocjami, różnego rodzaju, yy, niepotrzebne słowa tam padają. Nie ma sensu tego robić. Nie budujcie, proszę, swojej widoczności na, na, na świadomym szukaniu kontrowersji. Oczywiście czasami zdarzają się sytuacje, które same w sobie są kontrowersyjne i nieprzyjemne i trzeba się wypowiedzieć. Trzeba podjąć decyzję, trzeba stanąć w obronie jakiejś tam, powiedzmy, wartości czy jakiegoś, jakiegoś przekonania, czy swo-- czy swoich interesów. Ale, yy, nie róbmy z tego metody. Nie szukajmy na siłę kontrowersji, ponieważ to rzeczywiście jest bardzo uzależniające. Będziemy widzieli, że te posty kontrowersyjne mają tyle lajków, tyle zasięgów, że siłą rzeczy będziemy szukali kolejnego. A to bardzo źle wpływa na odbiór naszej osoby i naszej firmy. W B2B takim bardzo ważnym atrybutem marki, czy to osobistej, czy firmowej, jest eksperckość i poczucie bezpieczeństwa. Chcę z nimi działać, ponieważ oni są dla mnie bezpiecznym wyborem. Rzadko się zdarza, żeby ktoś, kto bazuje na kontrowersjach, był odbierany jako bezpieczny wybór. I tutaj czasem obserwuję, yy, te sytuacje i to są często bardzo inteligentni ludzie. Ludzie, którzy prowadzą naprawdę bardzo wy-wy-wybitne, yy, firmy. Ale ta działalność moim zdaniem im przeszkadza. Te firmy, yy, odnoszą sukcesy pomimo tych kontrowersji, a nie ze względu na te kontrowersje. Więc warto zwrócić na to uwagę, żebyśmy nie poddawali się takiej pokusie budowania zasięgów czy zaangażowań na bazie pewnych, yy, kontrowersji. I ostatni błąd, o której-- o którym też już wspomniałem, to jest jednostronność komunikacji, czyli brak reakcji na komentarze. Yy, jeżeli nie mamy czasu odpowiadać na komentarze przynajmniej tych kilka, kilkanaście minut w, ee, w ciągu dnia, to zmniejszmy intensywność publikacji. Ponieważ, yy, osoby, które publikują, ale nie są zaangażowane w, yy, rozmowę na temat tej publikacji, dają sygnał odbiorcom, że to jest, yy, sztuczne. Media społecznościowe. Wchodzimy na media społecznościowe po to, żeby wchodzić w interakcje z liderami. Jeżeli ci liderzy tylko Traktują media społecznościowe jako jednostronną tubę komunikacyjną. Tracimy zainteresowanie tym przekazem. Nie chcemy, nie chcemy, yy, wchodzić w taką interakcję. I oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że są osoby, które mają dziesiątki tysięcy followerów. Właśnie wspomniany przeze mnie Bill Gates, czy pewnie już nie sprawdzałem ostatnio, ale nawet pan Przemysław Gdański i on być może nie jest w stanie na wszystkie komentarze odpowiedzieć. Nie chodzi o to, żeby odpowiedzieć na wszystkie komentarze, ale żeby w ogóle mieć taki zwyczaj, że odpowiadamy na te najważniejsze, najistotniejsze, bo wtedy dajemy sygnał, że to jest konwersacja. A na tym polegają media społecznościowe. Moi drodzy, mam nadzieję, że, yy, te moje podpowiedzi, wynikające często z własnych błędów albo z rzeczy, które osobiście, yy, widziałem, będą dla was przydatne. Wiem, że wśród słuchaczy podcastu są i marketerzy, oczywiście handlowcy, ale też jest wielu przedsiębiorców, ludzi, którzy budują swoje firmy, więc mam nadzieję, że było to dla was przydatne, że trochę was zachęciłem do, do budowania, yy, tego swojego wizerunku eksperckiego i również wizerunku firmy w oparciu o dzielenie się wiedzą, o taką autentyczną, yy, przydatność tych naszych informacji, o wartość, którą dostarczamy. Nie trzeba tego robić codziennie. Nie muszą to być elaboraty tworzone co tydzień. Czasem wokół jednego wydarzenia, wokół jednego zjawiska można tworzyć kilka ciekawych publikacji. Czasem dwa, trzy zdania mogą być dużo bardziej wartościowe niż, niż dwie, trzy kartki. Warto wypracować sobie taki własny głos, a efekty tego mogą być bardzo pozytywne. Sam je często obserwuję i jako osoba, która właśnie publikuje, i jako osoba, która pomaga też tego typu działania prowadzić. Yy, właśnie to przechwytywanie tych treści przez media, budowanie bardzo ciekawych, nowych kontaktów biznesowych to są, yy, tylko nieliczne z tych korzyści, które w ten sposób można uzyskać. A jeżeli macie swoje sposoby albo swoje doświadczenia w takim budowaniu, yy, wizerunku eksperckiego albo, albo wyzwania, które wam się pojawiają, to w opisie tego podcastu jest mój adres e-mail. Możecie też, jeżeli śledzicie mnie na LinkedIn, w komentarzu pod postem, który promuje ten podcast, umieścić swoje doświadczenia. Będę za nie bardzo wdzięczny. I w tym odcinku to już wszystko. Tradycyjnie, jeżeli był wartościowy, to będę wdzięczny za zostawienie, yy, oceny albo komentarza w aplikacji podcastowej, albo podzielenie się tym odcinkiem w sieci społecznościowej. A ja już dziś zapraszam na kolejne odcinki podcastu „Biznes Marketer”. Pozdrawiam, Łukasz Kosuniak.